Żyje jak żebrak. Pozwał bank, bo żona wyczyściła konto

Czytaj dalej
Fot. Helena Wysocka
Helena Wysocka

Żyje jak żebrak. Pozwał bank, bo żona wyczyściła konto

Helena Wysocka

Sąd niebawem zdecyduje, czy Marian Koneszko odzyska swoje oszczędności. Mężczyzna twierdzi, że nikt nie miał prawa pobierać pieniędzy.

Chodzi o około 50 tysięcy złotych, które - jak twierdzi Marian Koneszko ze wsi Zaleskie (gm. Sejny) - wyparowały z jego konta, gdy walczył ze śmiercią.

- Przez kilka tygodni leżałem w łóżku jak kłoda, nie wiedziałem, co się dzieje - wspomina. - A pracownicy banku utrzymują, że upoważniłem żonę do dysponowania swoimi oszczędnościami. W jaki sposób, skoro nie mogłem ruszyć palcem? Kłamstwo i tyle.

Na drodze cywilnej pozwał bank do sądu i żąda zwrotu pieniędzy. Jak dowiedzieliśmy się w biurze prasowym Sądu Okręgowego w Suwałkach, termin rozprawy nie został jeszcze wyznaczony.

- Nikomu się nie śpieszy, a ja już ponad rok tułam się po obcych kątach - nie kryje żalu mężczyzna. - Starych drzew się nie przesadza. Gdybym wrócił na swoje, byłbym o wiele spokojniejszy. Ale nie mam za co uporządkować pogorzeliska.

Otarł się o śmierć

Marian Koneszko ma 65 lat i problemów więcej, niż siwych włosów. - Moje życie legło w gruzach - przyznaje.

Nieszczęścia posypały się dwa lata temu. Wówczas pan Marian ciężko zachorował. Nagle. Któregoś dnia stracił przytomność i tyle.

- Miałem zapaść, nerki już w ogóle nie pracowały, w płucach była woda. Leżałem jak kłoda, lekarze z białostockiej kliniki dawali mi tylko trzy procent szansy, że przeżyję. Żona ściągnęła mnie do Suwałk, żeby było bliżej cmentarza - wspomina.

Leczył się w suwalskim i sejneńskim szpitalu, a później, przez parę miesięcy dochodził do siebie w domu. Twierdzi, że w tym czasie niewiele rozmawiał. Nie mógł też ruszyć ani ręką, ani nogą.

- Pisaka bym nie utrzymał w ręku - zapewnia. - Nie mówiąc już o tym, że miałbym podpisać jakiś kwit.

Tymczasem okazało się, że upoważnił żonę do pobrania pieniędzy z konta. Zrobił to rzekomo w obecności prezesa sejneńskiego banku, który przyjechał do gospodarstwa, aby chory mężczyzna mógł podpisać stosowny dokument. Marian Czokajło, prezes placówki tłumaczył nam niedawno, że jest to zgodne z prawem. Urzędnicy nie raz jeżdżą do klientów, bo mają na względzie ich dobro. Tak też było w przypadku Koneszki.

Żona pana Mariana skorzystała z upoważnienia. Pobrała z konta około 50 tysięcy złotych i przeznaczyła je rzekomo na remont domu. A kilka miesięcy później podpaliła budynek i popełniła samobójstwo. Tak przynajmniej ustaliły sejneńskie organy ścigania.

- Nie mam za co uporządkować pogorzeliska - mówi Marian Koneszko. - Mieszkam u obcych
Helena Wysocka - Nie mam za co uporządkować pogorzeliska - mówi Marian Koneszko. - Mieszkam u obcych

Sąd tym się zajmie

Choć od tragedii minął rok, Marian Koneszko do dziś nie ma za co uporządkować pogorzeliska. - Gdybym odzyskał pieniądze z banku , to wróciłbym na ojcowiznę - planuje. - Ale to wszystko bardzo długo trwa.

Ma żal do banku, że umożliwił żonie wypłatę środków z konta i domaga się ich zwrotu. Co zdecyduje sejneński sąd, gdzie trafił pozew zobaczymy. Do sprawy będziemy wracać.

Helena Wysocka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.