Żyje z głową w chmurach. Codziennie pakuje walizkę

Czytaj dalej
Fot. Archiwum prywatne
Bartosz J. Klepacki

Żyje z głową w chmurach. Codziennie pakuje walizkę

Bartosz J. Klepacki

Aleksandra Miller z Łomży została stewardesą w prestiżowych liniach lotniczych Emirates. Od roku mieszka w Dubaju.

- Pracujesz zaledwie 8 miesięcy, a już odwiedziłaś 40 krajów.

- Tak, zdążyłam być już w 30 krajach na czterech kontynentach. W każdym miejscu spędzamy zaledwie 24 godziny, więc kluczowe jest rozsądne zarządzanie czasem. Chodzi o to, by wypocząć przed kolejnym lotem, ale też poznać nowe miejsca.

- No z pewnością kiedyś się ląduje w innym zakątku świata na kilkanaście godzi nie warto tego przespać. Pamiętasz jakieś przygody?

- Największą przygodę przeżyłam na wyspie Cebu na Filipinach. Razem z załogą naszego samolotu wybraliśmy się tam na oferowaną przez hotel wycieczkę nad wodospad Kawasan. Zachwyciła nas zarówno droga przez piękne lasy tropikalne i małe klimatyczne wioski, jak i sam cel naszej wycieczki, który naprawdę zapiera dech w piersiach. Tego dnia skakaliśmy z wodospadu, pływaliśmy na tratwie z bambusa, przewodnik pokazał nam też niesamowitą jaskinię z naturalnymi biczami wodnymi - choć muszę przyznać, że trochę bolesnymi (śmiech). Był to naprawdę wspaniały, zabawny dzień. Filipiny to raj na ziemi i na pewno tam kiedyś wrócę.

Żyje z głową w chmurach. Codziennie pakuje walizkę
Archiwum prywatne


- Gdzie jeszcze chciałabyś jeszcze polecieć?

- Chciałabym zwiedzić cały świat, ale na razie na szczycie mojej listy znajdują się Kuba, Tokio i Rio de Janeiro. Na pewno chciałabym wrócić też na Filipiny, do Tajlandii i Jordanii. To miejsca, w których byłam krótko, a naprawdę mnie urzekły. Planuję wybrać się tam jako pasażer i zostać na dłużej, bo jest tam wiele wspaniałych miejsc wartych zobaczenia.

Wielkim plusem w podróżowaniu do tylu różnych miejsc jest możliwość poznawania bogactwa lokalnych specjalności - produktów czy usług. Najsłodsze ananasy znalazłam na Filipinach, najlepsze masaże - w Bangkoku, najbardziej zachwyciły mnie potrawy w Moskwie, w Indiach - aromatyczne przyprawy, z kolei mięsa i wina - w południowej Afryce.

- Jednak to odległy Dubaj rok temu stał się twoim domem.

- Obecnie mieszkam w Dubaju, tu jest baza i dom. Ale tylko w ciągu ostatnich tygodniu, w styczniu, byłam w kilku odległych zakątkach świata: na Mauritiusie, w Moskwie, Dublinie, Singapurze, a pod koniec miesiąca czeka mnie mój pierwszy lot do Stanów Zjednoczonych. Długo by wymieniać kraje, które miałam okazję odwiedzić od początku pracy. W Azji byłam m.in.: w Kuala Lumpur, Singapurze, Kalkucie, tętniącym życiem Bangkoku czy na Wielkim Murze w Chinach. Z listy mogę odhaczyć też kilka miast w Australii, nowozelandzkie Auckland, Johannesburg i Kapsztad. Spośród państw w Europie miałam szansę zobaczyć Anglię, Irlandię, Szwajcarię, Francję i Niemcy.

Żyje z głową w chmurach. Codziennie pakuje walizkę
Archiwum prywatne

- Żyjesz z głową w chmurach! Czy zdarza ci się twardo stąpać po ziemi?

- Oczywiście, są sprawy, które są dla mnie niezwykle istotne, do których przywiązuję dużą wagę. Jednak na co dzień nie traktuję życia aż tak poważnie i zdarza mi się chodzić z głową w chmurach. Może to dlatego sama idea pracy w przestworzach tak do mnie przemówiła.

- Jak to się stało, że zostałaś stewardessą?

- Pomysł pojawił się zupełnie przypadkowo. Pewnego dnia, przeglądając jeden z portali społecznościowych, natknęłam się na zdjęcia mojej koleżanki, która już wtedy pracowała w liniach lotniczych Emirates. Widziałam, jak szczęśliwa była z nowej pracy i mieszkania w Dubaju. Postanowiłam zrobić mały wywiad w sieci, żeby sprawdzić, jak wygląda praca stewardessy, jakie są zarobki czy dodatkowe korzyści. Gdy tego samego dnia na blogu Olgi Kuczyńskiej, „Życie Stewardessy” pojawił się post, że linie lotnicze Emirates poszukują kandydatek na stanowisko stewardessy, zaczęłam się zastanawiać, czy to na pewno przypadek. I chociaż nigdy wcześniej nie myślałam o takiej karierze, postanowiłam, że spróbuję. Przygotowywałam się wtedy do obrony pracy licencjackiej z biotechnologii i taki pomysł wydawał się trochę szalony. Mimo to pojechałam trzy dni później do Gdańska i... zostałam przyjęta do pracy w liniach lotniczych Emirates.

- Jak przebiega proces rekrutacji i jakich rad udzieliłabyś osobom, które chciałyby pracować jako stewardessa?

- Proces składał się z kilku etapów, w których wyłaniane były osoby zakwalifikowane do kolejnych części rekrutacji. Na początku składaliśmy nasze CV, które w dużej mierze decydowały, kto ma szansę przejść dalej. Na pewno warto podkreślić w nich doświadczenie w obsłudze klienta i znajomość języków. W kolejnej części sprawdzana była umiejętność pracy w grupach. Oceniane były nasze zdolności komunikacyjne - to, czy pozwalamy innym swobodnie się wypowiedzieć, ale też czy potrafimy przykuć ich uwagę. Moim zdaniem ważne jest, aby pozostać sobą i zachować naturalność w interakcji z innymi. Później sprawdzana była zdolność rozwiązywania różnych problemów - to jak radzimy sobie pod presją i na ile jesteśmy przy tym kreatywni. Na pewno pomaga tutaj opanowanie i wykorzystanie własnych cech charakteru dla pomyślnego rozwiązania problemu korzystnego dla pasażera i linii. Następnie sprawdzany był wzrost - ponieważ trzeba sięgać ręką na wysokość około 212 cm. Zostaliśmy też zapytani o tatuaże w widocznych miejscach, które nie są mile widziane w zawodzie stewardessy. Był też test z języka angielskiego - na poziomie odpowiadającym certyfikacyjnemu B2, a na koniec rozmowa z rekruterem, która w moim przypadku zajęła dosłownie chwilę. Z całego procesu najbardziej stresujące było oczekiwanie na wyniki każdego z etapów. Z kolei najwięcej czasu trzeba było poświęcić na przejście wszystkich niezbędnych formalności związanych z zaświadczeniami czy szczepieniami. Dwa tygodnie po spotkaniu rekrutacyjnym otrzymałam telefon z Dubaju, tzw. golden call, w którym poznałam datę mojego przylotu. Teraz tylko musiałam obronić pracę licencjacką i spakować bagaże... Od tamtej pory to już tylko przepakowuję walizkę na następne loty.

- Czy w tym zawodzie bardziej preferuje się kobiety czy mężczyzn?

- Nie sądzę, żeby był tu jakiś podział ze względu na płeć - kobiety i mężczyźni doskonale uzupełniają się w pracy na pokładzie i są równie cenieni w tym zawodzie. I chociaż wydaje się, że liczebnie przeważają kobiety, to wynika to raczej z decyzji samych mężczyzn. A szkoda, bo w naszej pracy jest wiele zadań, w których liczy się siła fizyczna, a stewardzi bardzo nam w tym pomagają. W mieszanym składzie jest też zupełnie inna dynamika pracy, co jest miłą odmianą. Jednak, niezależnie od płci, najważniejsze jest profesjonalne podejście i miłe obycie - tutaj dużą rolę grają uśmiech i otwarta mowa ciała.

- Czy jest jakaś górna granica wieku, do której można latać jako stewardesa?

- Obserwując naszą firmę widzę, że pracę stewardessy rozpocząć można do wieku około trzydziestu kilku lat. Z kolei osoby już zrekrutowane mogą piąć się po szczeblach kariery przez wiele pięknych lat w chmurach. Jedynym ograniczeniem może być zdrowie, gdy nie pozwala już ono na dalsze latanie. Pojawiają się jednak wówczas inne możliwości. Istnieje wiele naziemnych prac związanych z lataniem, w których liczy się doświadczenie zdobyte na pokładzie - może to być trenowanie nowych rekrutów lub praca w obsłudze lotniska.

- Jak długie są przerwy między lotami? Jak wypełniasz czas wolny, kiedy nie pracujesz na pokładzie samolotu?

- Przerwy wahają się od jedno-, dwudniowych, do nawet trzech dni wolnego. Zasadniczo w każdym miesiącu musimy wylatać 90 godzin. Reszta to postoje, tzw. layovers albo dni wolne w bazie, podczas których nie zdarza mi się nudzić. Odpoczywam czytając książki, chodząc do kina czy na przyjęcia i do restauracji. Uczę się też arabskiego i jeżdżę konno. Czasem lubię po prostu poleżeć na słońcu, żeby doładować baterie po locie.

Żyje z głową w chmurach. Codziennie pakuje walizkę
Archiwum prywatne

- Jakie są plusy i minusy tego zawodu?

- Plusy to z pewnością mieszkanie w takim luksusowym i dynamicznie rozwijającym się mieście, jakim jest Dubaj. Mamy wiele benefitów wynikających z naszej pracy, takich jak wstęp do hoteli, siłowni i basenów oraz zniżki w wielu restauracjach i barach w mieście. Możemy korzystać też z rabatów na wiele ciekawych wydarzeń i brać udział w organizowanych specjalnie dla nas zajęciach np. z gotowania czy jogi. Mamy również tańsze bilety lotnicze i rabaty na loty dla naszych bliskich.

Minusy to częsty niedobór snu. Nieregularne pory wstawania zaburzają nasze zegary biologiczne, co czasem skutkuje tym, że witamy pasażerów słowami „good morning” (dzień dobry - tłum.), kiedy za oknem już jest noc (śmiech).

Można powiedzieć, że każdy inny minus, który przychodzi mi na myśl, może też być - zależnie od okoliczności - dużym plusem. Zazwyczaj mniej cieszymy się na tzw. turnarounds, czyli krótkie loty, podczas których nawet nie wychodzimy z pokładu samolotu, tylko zabieramy nowych pasażerów i wracamy do Dubaju. Jednak, gdy w mieście jest koncert lub urodziny znajomego i chcemy wrócić na czas, żeby następnego dnia dostać dzień wolny, wtedy taki lot ratuje życie.

- Zapewne do minusów można zaliczyć rozłąkę z rodziną. Czy jest to praca, która pozwala na założenie rodziny?

- Do domu w Łomży wracam co dwa-trzy miesiące, na kilka dni. Jak na nasz zawód, mam na to szansę stosunkowo często. Jest wiele przykładów, że założenie rodziny nie jest takie trudne, jak mogłoby się wydawać. Często słuchamy wspaniałych historii miłosnych, które są tego najlepszym dowodem. Jak w każdym innym zawodzie, mamy urlopy macierzyńskie, a także możliwość tymczasowej pracy w okresie ciąży. Firma pomaga też w zatrudnieniu niani, gdy ma się loty w tym samym czasie co partner. Wszystko jest więc możliwe.

Bartosz J. Klepacki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.