105-letni por. Tadeusz Lutak ze Strzyżowa walczył w 1939 r. Mimo zacnych urodzin ma dobrą pamięć i mnóstwo wspomnień [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Guzek
Urszula Sobol

105-letni por. Tadeusz Lutak ze Strzyżowa walczył w 1939 r. Mimo zacnych urodzin ma dobrą pamięć i mnóstwo wspomnień [WIDEO]

Urszula Sobol

Por. Tadeusz Lutak, ps. „Pancerz” był uczestnikiem wojny obronnej we wrześniu 1939 roku, żołnierzem Armii Krajowej. Pracował również w Strzyżowie przy budowie potężnego schronu kolejowego dla Hitlera. Obecnie jest najstarszym czołgistą Wojska Polskiego i Świadkiem Historii IPN. Werwy może pozazdrościć mu niejedna kilkadziesiąt lat młodsza osoba.

Z niecierpliwością czekałam na to spotkanie i w końcu się udało. Przyznam szczerze, że tak zacnego rozmówcy i niezwykle ważnej postaci historycznej, z mnóstwem doświadczeń, mądrością życiowej, a także pozytywnej energii i dobrego humoru na swojej dziennikarskiej drodze jeszcze nie spotkałam.

105-letni Tadeusz Lutak z błyskiem w oczach i uśmiechem na twarzy witał nas w swoim domu w Strzyżowie. Na nasz widok szybko podniósł się z łóżka (pan Tadeusz jest kilka dni po zabiegu wstawienia rozrusznika serca) i od razu zaczął swoją wojenną opowieść ze wszystkimi barwnymi szczegółami.

Tadeusz Lutak urodził się 29 sierpnia 1917 roku w Żarnowej, miejscowości w gminie Strzyżów. Do wojska zgłosił się w 1937 roku. Miał wtedy zaledwie 20 lat i jako ochotnik mógł wybrać sobie jednostkę. Zdecydował się na 2. batalion pancerny w Żurawicy koło Przemyśla.

Armia Krajowa
[video]34393[/video]

- Wojsko zawsze mi się podobało, a w szczególności czołgi, dlatego też wybrałem jednostkę w Żurawicy - wspomina por. Tadeusz Lutak, obecnie najstarszy czołgista Wojska Polskiego. - Lubiłem też strzelać i zawsze mi to dobrze wychodziło. Byłem bardzo dobrym strzelcem i w pierwszym roku służby wojskowej otrzymałem za to odznakę.

W 1938 roku, po ukończeniu Szkoły Podoficerskiej, został przydzielony do kompanii czołgów lekkich (Vickersów).

- Wybuch wojny we wrześniu zastał nas w Balicach pod Krakowem - dodaje energiczny staruszek, którego werwy mogłaby pozazdrościć niejedna kilkadziesiąt lat młodsza osoba. - Moi rodzice dawali na mszę za mnie. Ja tyle razy już uciekłem przed śmiercią. Byłem też świadkiem śmierci moich kolegów i koleżanek. Pożegnałem dużo osób i głodowałem też bardzo. Jak byłem jeńcem, często „gnali” nas żołnierzy po kilkadziesiąt kilometrów dziennie, tylko o chochelce zupy. Było bardzo gorąco. Nie dostawaliśmy nawet wody. Byliśmy bardzo słabi. Na moich oczach zmarł wtedy mój dobry kolega. Trzymałem go za rękę jak umierał. Wojna zabrała dużo niewinnych ludzi.

I dodaje, że na wojnie to nie ma wyboru. Są bitwy, tułaczka, śmierć, strach, brak snu, głód.

- Pamiętam, jak jedna z pań w Łańcucie dała mi dwie bułki. Nie zjadłem ich sam. Zostawiłem sobie tylko ćwiartkę, a resztę podzieliłem między kolegów, którzy tak jak ja, byli bardzo głodni - mówi por. Lutak. - Dzięki temu kawałeczkowi bułki mogłem przejść kolejne kilka kilometrów.

Niewola i głód
[video]34391[/video]

Porucznik wspomina też oficerów niemieckich, którzy podczas posiłków gryźli kawałek chleba i wypluwali go na ziemię. - A na te kawałeczki, czasami okruchy, rzucali się nasi żołnierze - opisywał por. Lutak. - Głód zmuszał nas do wszystkiego.

Por. Lutak był gońcem płk. Stanisława Maczka. - Jeździłem na motorze Sokół 600. To był bardzo dobry motor - opisuje.

Porucznik Lutak brał udział w ciężkich walkach Brygady Maczka m.in. pod Myślenicami i Jordanowem. - To, że żyję, zawdzięczam tylko Opatrzności Bożej - relacjonuje. - Trafiłem do niewoli, ale uciekłem. Wyskoczyłem z pociągu w drodze do Niemiec i wróciłem do domu.

Wiosną 1940 zgłosił się do pracy, by uchronić się od wywózki do Niemiec. Pracował w Strzyżowie przy budowie potężnego podziemnego schronu kolejowego dla wodza Trzeciej Rzeszy.

- Wtedy Niemcy bardzo pobili mojego brata. Krew lała mu się z nosa, uszu - mówi nasz rozmówca. - Ja też nie raz byłem bardzo pobity. Pamiętam, jak się rozbierałem do mycia, to mamusia bardzo płakała. Moja żona też zawsze płakała, jak wyruszałem na jakąś akcję.

I zaznacza, że w Armii Krajowej miał trzydzieści dwie akcje z bronią w ręku. - Trzy razy stałem pod ścianą do rozstrzelania - mówił.

Por. Tadeusz Lutak całe życie był niezwykle aktywnym. Dziś jest człowiekiem spełnionym. Ma swój azyl i bliskich, którzy z całego serca troszczą się o najstarszego seniora w rodzinie. Trójka dzieci, 10 wnuków i 13 prawnuków.

Pan Tadeusz śpiewa
[video]34395[/video]

- Moje dzieci i wnuki dbają o mnie każdego dnia, bo mi się siły już kończą. Chociaż ja jestem żołnierzem, a żołnierz jest jak żelazo - podkreśla por. Lutak i pokazuje na swój mundur, który wisi w pokoju. - Wszyscy mnie lubią i odwiedzają.

Bez końca można by słuchać niesamowitych wyczynów i ciekawych wspomnień por. Lutaka. - Twardy byłem - śmieje się porucznik i dodaje, że lubi śpiewać:

„Tam w pękach bzu, gdzie altana,
Żegnało dziewczę ułana.
Żegnaj dziewczyno kochana,
Idę na krwawy, na bój.
Zdobędę wrogów sztandary,
Zagrają sławę fanfary,
Tylko dochowaj mi wiary,

Wrócę do ciebie, jam twój” - słyszymy słowa piosenki.

Jak widać, porucznik Lutak, chociaż ma 105 lat trzyma się dobrze, a jego życiowej energii każdy może mu pozazdrościć.

Dużo zdrowia życzymy panie poruczniku!

Urszula Sobol

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Grzegorz

Wzór do naśladowania dla wielu pokoleń. Dużo zdrowia i wszystkiego najlepszego Panie Poruczniku!

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.