Byle do nowego roku. Do 2022 roku

Czytaj dalej
Fot. Gerd Altmann/Pixabay
Przemysław Franczak

Byle do nowego roku. Do 2022 roku

Przemysław Franczak

Czekamy na koniec roku jak na zbawienie, jeszcze mocniej niż zwykle uruchamiając myślenie magiczne o nowym, lepszym początku. To trochę jak z braniem chwilówki na święta. Teraz ma być miło, a potem się zobaczy.

Niestety, będzie jak zwykle, a nawet jeszcze gorzej. Po 31 grudnia nastąpi 1 stycznia i nic się nie zmieni. Tym razem jednak nie z naszej winy i genetycznie zapisanej niechęci do realizacji postanowień noworocznych (równie silnej jak potrzeby ich spisywania, choćby w myślach). Apel premiera „wytrzymajmy!” będzie obowiązywał, obostrzenia, zakazy i reżim sanitarny takoż, a my nadal będziemy odizolowani od wielu możliwości. I nikt dziś nie ma pojęcia, kiedy to się skończy.

Na razie trzeba się zmierzyć z konsekwencjami jeszcze twardszego lockdownu, wprowadzanego na przełomie roku. Dla wielu oznacza to tyle, że tak jak siedzieli w domach, tak będą siedzieć w nich nadal. A tak zwane ferie zimowe będą po prostu domowym aresztem dla tysięcy dzieci (kuriozalny zakaz wychodzenia bez opieki między 8 a 16, przypominam). Można odnieść wrażenie, że nikt nie szacuje skutków tych decyzji, a które dopiero będą się ujawniać na szeroką skalę. Właśnie w tym wyczekiwanym 2021. A mowa tu o nieobliczalnej fali skutków społecznych, gospodarczych, edukacyjnych.

Tak, Niemcy też się teraz zamykają, tylko porównajcie środki osłonowe dla przedsiębiorców z wygaszanych branż. A poza tym, szkoły pracowały u nich cały czas.

Naturalnie moment zaszczepienia pierwszego Polaka lub pierwszej Polki przeciw COVID-19 będziemy celebrować, witać z entuzjazmem i bezpośrednią transmisją we wszystkich stacjach telewizyjnych. Potem może nawet czekają nas jeszcze relacje live ze szczepienia prezesa rady ministrów, prezydenta oraz być może – w ramach gwoździa promocji narodowego programu szczepień - samego Jarosława Kaczyńskiego. Punkt zwrotny, jak nazywa to Mateusz Morawiecki, będzie jednak dopiero początkiem drogi. Wiemy, że szczepienia potrwają miesiącami, nie wiemy jednak, ile osób się zaszczepi, a więc nie wiemy też, jaki przyniesie to efekt. Wiemy, że rząd będzie musiał zmierzyć się – i tu w istocie ma najtrudniejsze zadanie – z kampaniami antyszczepionkowców, którzy poza starym arsenałem zasiewania wątpliwości będą też korzystać z coraz mniejszego, wręcz leżącego i kwiczącego, zaufania do instytucji publicznych.

W 2021 wkroczymy więc zmaltretowani - psychicznie i fizycznie - pandemią, narodową kwarantanną, maseczkami, kryzysem, z zapaścią w wielu branżach i uczuciem nieustającej niepewności. Do rzeczywistości, w której tzw. nowa normalność nie jest żadnym zaplanowanym procesem, lecz sumą przypadków i zbiegów okoliczności. I w której kontynuacja polityki lockdownów przestanie być akceptowana i to zaraz po 17 stycznia, gdy wiele z rygorystycznych rozwiązań zostanie – zapewne – jeszcze utrzymanych. Dziwne uczucie – nie mieć pojęcia, jak planować życie po tym terminie. A to przecież za niespełna miesiąc.

Potrzebna jest więc nie tylko szczepionka, potrzebna jest wizja.

Dlatego byle do nowego roku. Do 2022 roku.

Przemysław Franczak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.