Czasami padają i wulgarne słowa, gdy trzeba kogoś postawić na nogi

Czytaj dalej
Fot. Joanna Bajkiewicz
Joanna Bajkiewicz

Czasami padają i wulgarne słowa, gdy trzeba kogoś postawić na nogi

Joanna Bajkiewicz

Mówią o nim, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Budzi respekt i zaufanie. Pomógł już dziesiątkom bezdomnych. Tadeusz Kurkowski ma 63 lata i od ponad ośmiu lat kieruje Noclegownią i Ogrzewalnią Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łomży.

Minus 15-16 stopni. Taki mróz trzymał w Podlaskiem przez ostatni tydzień. Wyjątkowo mroźny weekend, kiedy to temperatura spadła do -20 stopni Celsjusza, dokuczył wszystkim. Zamykaliśmy się w domach i wychodziliśmy tylko na chwilę, do sklepu czy kościoła. I zapewne rzadko myśleliśmy o tych, którzy swojego domu nie mają. Jednak nie Tadeusz Kurkowski z Łomży. Trudno się oprzeć wrażeniu, że on bezdomnych nosi w sercu.

Rodziny mają dość pijących

Kurkowski od ośmiu lat szefuje łomżyńskiej ogrzewalni i noclegowni, działającej przy Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Wcześniej przez dwa lata pracował w caritasie, również w noclegowni. I - jak sam mówi - w pracy widział już nie jedno. Czasami aż żal ściskał za serce.

- To nie jest praca dla każdego - zastrzega. - No proszę tylko spojrzeć na mnie! - Kurkowski wskazuje swoje zabrudzone kalosze. - Tu, w noclegowni, to swoje prywatne ubrania ubrania zakładam jak wychodzę do domu, bo tu trzeba robić, pomagać tym ludziom i ciągle coś sprzątać.

W rekordowo zimny, sobotni poranek w łomżyńskiej noclegowni obudziło się 9 osób. Wszyscy trzeźwi, bo taki jest warunek korzystania z tego ciepłego miejsca.

- Ale trzeźwość tych ludzi jest dla nich pewnego rodzaju wyczynem, bo większość bezdomnych ma problem z alkoholem - podkreśla Kurkowski. - I, niestety, właśnie ten alkohol jest główną przyczyną bezdomności. Kiedy przychodzą, dużo rozmawiamy. Ale można im mówić, tłumaczyć, a do nich i tak nie dociera... Na naszym rynku alkohol jest łatwo dostępny, bo jest tani. A oni i tak kupują denaturat za dwa złote. Albo i inne sprowadzane z Białorusi butle po 7,5 zł. Przecież to nawet nie alkohol, a sama chemia - podkreśla Kurkowski z przejęciem.

Widać, że los tych ludzi nie jest mu obojętny. - Rodziny mają dosyć trzymania pijących pod jednym dachem - kwituje. - I nawet im się nie dziwię. A przecież wśród bezdomnych są i tacy, którzy oprócz problemów alkoholowych mają też inne - wiele różnych chorób. Oni w ogóle nie mają zdrowia! Tu wiele zawiłych historii życia można usłyszeć. My nie oceniamy, a staramy się pomóc. Każdemu!

Ot, chociażby podczas minionego weekendu do łomżyńskiej ogrzewalni przyszedł starszy mężczyzna z miejscowości Dobry Las w gm. Zbójna. Pokłócił się z rodziną. Nie miał pieniędzy na powrót.

- Zapukał i pyta, czy może jedną noc przenocować - mówi kierownik. - Oczywiście nie robiliśmy problemu. Może jedną, może i więcej. Nie prowadzimy rejonizacji. To taki sam człowiek i jeśli potrzebuje pomocy, u nas ją znajdzie. Przenocował i poszedł.

Miniony tydzień w noclegowni upłynął spokojnie. - Aby tu nocować, trzeba być trzeźwym, więc jest grzecznie - tłumaczy Kurkowski. - Ale kiedyś bywało różnie. Zwłaszcza w ogrzewalni, gdzie warunku bycia trzeźwym nie ma. Tam to i się nie raz bili, za ubrania ciągali. Czasami nawet trzeba było wzywać pogotowie... Rozmowa z takim człowiekiem, pod wpływem alkoholu albo innych używek jest bardzo ciężka. Oni mają swoje nawyki. Prawie 60 procent osób, które trafiły do naszej ogrzewalni, co najmniej raz w życiu siedziało w zakładach karnych.

Jeden z „klientów“ łomżyńskiej ogrzewalni - rekordzista - w zakładzie karnym był 12 razy. - No i jeśli resocjalizacja nie pomaga, to my tym bardziej - Kurkowski rozkłada ręce. - Ale robimy, co możemy. Czasami trzeba głośniej huknąć i bywa, że padają wulgarne słowa, ale przecież nie mogę pozwolić, by mi weszli na głowę.

Na wigilii najedli się do syta

Idea połączenia noclegowni i ogrzewalni w jednym miejscu to pomysł Kurkowskiego. Wcześniej te placówki znajdowały się w różnych, odległych od siebie częściach miasta. A prowadzona przez caritas noclegownia przez długi czas miała problemy ze znalezieniem kierownika. - Przychodziły młode osoby i nie wytrzymywały tempa i tego, co tu widziały - tłumaczy Kurkowski. - Brakowało im cierpliwości. W krótkim czasie zmieniło się czterech kierowników. Potem przez cztery czy pięć miesięcy wakat był pusty, bo brakowało chętnych. I w końcu mi zaproponowano to stanowisko.

Kurkowski połączył noclegownię i ogrzewalnię, zmniejszając tym samym liczbę pracowników, i w ogóle zrezygnował ze sprzątaczek. Wiele rzeczy wykonuje sam, przy pomocy personelu. Dziś z dumą oprowadza po obiekcie i pokazuje najnowsze inwestycje: - Odremontowaliśmy przedpokój w budynku z magazynem pościeli i środków czystości. Mamy czystą, ładną łazienkę z kabiną prysznicową. I duży pokój - wylicza i otwiera drzwi do dużego, 27-metrowy pokoju. Na środku stoi stół i cztery krzesła.

- Miejsca mamy sporo i jeśli będzie trzeba, to dostawimy tutaj kilka piętrowych łóżek - zapewnia. - Dzięki temu jeszcze z dziewięć kolejnych osób znalazłoby tutaj miejsce do spania.

W tym roku zorganizował bezdomnym wigilię. - Udało nam się pozyskać sponsora - tłumaczy z dumą. - Bezdomni mieli naprawdę dużo jedzenia. Mogli się najeść do syta!

Kierownik przyznaje, że praca z bezdomnymi wymaga ogromnego zaangażowania.

- Trzeba ją lubić, inaczej się nie da - mówi. - Jest trudna, ale jaka to radość, kiedy ktoś wyjdzie od nas na swoje!

Rozpoczęli nowe życie

W ubiegłym roku udało się to aż dziewięciu bezdomnym, korzystającym z łomżyńskiej noclegowni. - Jedna osoba znalazła pracę, druga - dostała mieszkanie, a cztery kolejne - otrzymały stałe zasiłki i mieszkają na tanich stancjach.

Kurkowski najbardziej lubi wspominać właśnie te historie, które zakończyły się szczęśliwie: - Pamiętam, jak w 2015 roku matka przywiozła nam syna - pana Andrzeja, który poruszał się o dwóch kulach. Był brudny, a nawet gorzej niż brudny... Jak górnik wyglądał! I bardzo zrezygnowany, odizolowany od całego społeczeństwa, od świata. Głównym jego problemem był alkohol. Przez to układy z byłą żoną i dziećmi się popsuły. Miał problemy z prawem. Sytuacja wymagała współpracy z kuratorem, dostał nawet obrożę na nogę. Spędził u nas rok. Pomogliśmy mu, a on chciał współpracować, zmienił się i zaczął życie od nowa. Jego matka bacznie obserwowała poczynania syna. Przeszedł terapię, nawiązał relacje zarówno z dziećmi, jak i byłą żoną. W ubiegłym roku przyjechała po niego mama i zabrała go, dziękując nam prawie ze łzami w oczach.

Kurkowski podkreśla, że aby człowiek mógł wyjść z bezdomności, niezbędna jest pomoc. Sam nie jest w stanie tego zrobić. I w łomżyńskiej noclegowni tę pomoc otrzymuje. - Współpracujemy z MOPSem, korzystamy z wywiadu środowiskowego, nawiązujemy kontakt z rodziną. Pomagamy w sprawach urzędowych, bo większość osób, które do nas trafiają, nie ma nawet dowodu osobistego! Jeśli ktoś ma problemy zdrowotne, kierujemy do lekarzy, a później na komisje, które orzekają stopień niepełnosprawności. Wówczas taka osoba otrzymuje 600 zł zasiłku, a to już zabezpieczenie podstawowej egzystencji. Współpracujemy też z pracodawcami, mamy kontakt z osobami wynajmującymi tanie stancje - wylicza Kurkowski. I dodaje, że samodzielnego życia bezdomni zaczynają się uczyć już w momencie, gdy trafią do noclegowni. - Staramy się dać im namiastkę normalnego życia. Pokazujemy, jak się po sobie sprząta, dba o czystość, ustalamy harmonogram. Panowie chodzą też sprzątać przy sklepie piekarniczym i dostają za to ciepłe pieczywo- tłumaczy Kurkowski. - Uczymy ich obowiązkowości, bo życie składa się z obowiązków.

Joanna Bajkiewicz

Dziennikarstwo to coś więcej niż zawód, to sposób patrzenia na świat.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.