JBa

Dzieci z Ukrainy lepiej czują się w oddziałach przygotowawczych niż w polskich klasach

Dzieci z Ukrainy lepiej czują się w oddziałach przygotowawczych niż w polskich klasach Fot. Wojciech Wojtkielewicz
JBa

Rozmowa z Dariuszem Piontkowskim, wiceministrem edukacji i nauki. Wraz z Podlaską Kurator Oświaty Beatą Pietruszką spotkał się w poniedziałek, 21 marca br., z uczniami Szkoły Podstawowej nr 4 w Białymstoku i Szkoły Podstawowej nr 1 w Wysokiem Mazowieckiem.

Skąd ta wizyta?
Chcieliśmy odwiedzić dwie szkoły, w których w różny sposób zorganizowano pobyt uczniów-uchodźców z Ukrainy. W szkole w Białymstoku trafili oni do klas, w których zajęcia mają z polskimi uczniami. Natomiast w Wysokiem Mazowieckiem zorganizowano oddział przygotowawczy, w którym są tylko i wyłącznie dzieci z Ukrainy. My, jako ministerstwo, zalecamy tworzenie oddziałów przygotowawczych, w których dzieci ukraińskie będą uczyły się głównie języka polskiego. Dzięki temu jest szansa, by szybciej poznały język polski i stopniowo wchodziły w polski system oświatowy. Tylko część zajęć w takich oddziałach mogłyby być organizowana z polskimi uczniami – tych, gdzie nie jest tak konieczna biegła znajomość języka polskiego, np. wf, plastyka czy lekcje języka obcego. Krótka rozmowa z uczniami ukraińskimi pokazała, że oni także woleliby być w oddziałach przygotowawczych. Dlatego wyraźnie podtrzymujemy zalecenie, aby ukraińscy uczniowie w pierwszej kolejności trafiali do takich oddziałów: jeżeli jest duża liczba dzieci z Ukrainy w danej szkole, to w ramach jednej szkoły, a jeśli jest ich za mało w jednej placówce, to warto łączyć dzieci ukraińskie z kilku szkół, nawet z sąsiadujących gmin. Tu ważne jest, żeby wójtowie czy burmistrzowie porozumiewali się ze sobą i wspólnie tworzyli międzygminne oddziały przygotowawcze.

Ilu jest ukraińskich uczniów w odwiedzonych szkołach?
W każdej z tych szkół jest po ponad dwadzieścia lub trzydzieści dzieci, natomiast w skali całego województwa podlaskiego – ponad 1200 uczniów, którzy zostali zapisani do szkół. W skali całego kraju mamy zapisanych 80 kilka tysięcy dzieci. Według nas to ciągle stosunkowo niewielkie liczby, biorąc pod uwagę liczbę Ukraińców, którzy przekroczyli polską granicę.

Czy ministerstwo spodziewa się, że tych uczniów będzie więcej?
Liczba ukraińskich uczniów zapisywanych do polskich szkół na pewno będzie rosnąć. Trzeba pamiętać, że na razie do naszego województwa przybywa stosunkowo niewielu uchodźców. Wybierają inne województwa, inne – zwłaszcza duże – miasta. Tam może być problem ze znalezieniem obiektów czy wykorzystaniem infrastruktury szkolnej. Dlatego stworzyliśmy możliwość tworzenia oddziałów poza dotychczasową lokalizacją szkoły – żeby budynki domów kultury, urzędów, sale konferencyjne, które na co dzień nie pełnią funkcji edukacyjnych, mogły być wykorzystywane na potrzeby zajęć z ukraińskimi dziećmi. Wprowadziliśmy także uproszczoną procedurę dopuszczania takich lokali do użytkowania szkolnego.

Jak wprowadzamy te dzieci do systemu oświaty?
Każdy ukraiński uczeń, podobnie jak polski, ma odpowiednią „wagę” w subwencji oświatowej i na dzieci zapisane poprzez System Informacji Oświatowej z automatu będą przyznawane pieniądze z budżetu państwa. Raz w miesiącu każdy organ prowadzący, najczęściej to samorządy, po kilkunastu dniach od zakończenia miesiąca, otrzyma odpowiednią kwotę na dzieci z Ukrainy, a także środki na dowóz uczniów, jeżeli będzie taka potrzeba.

Jak ukraińskie dzieci radzą sobie w polskich szkołach?
Widoczna jest oczywiście bariera językowa. Wydaje się, że polscy uczniowie przyjmują dzieci z Ukrainy z ogromną empatią, ale ciężko im przychodzi porozumiewanie się. Dostrzegamy również to, że nauczycieli, osób ze znajomością języka i polskiego, i ukraińskiego nie ma wielu. Dlatego „rozdrabnianie” ich na pojedynczych uczniów z Ukrainy w polskich klasach nie przyniesie efektów. Lepiej zebrać te dzieci nawet z kilku szkół i zatrudnić osobę ze znajomością języka polskiego i ukraińskiego, aby pomogła im jak najszybciej wejść w polskie środowisko, a także pomogła w nauce języka polskiego. Te dzieci, mam wrażenie, przynajmniej na razie są wyciszone, nieśmiałe, widać, że wojna zostawiła ślad także w ich psychice. Potrzebują one ogromnej empatii, życzliwości oraz delikatności.

JBa

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.