Fabian Miszkiel

Jak młoda dziewczyna wybiła się na wielką gwiazdę ekranu

Michalina Łabacz, odtwórczyni roli Zosi Głowackiej w filmie Wołyń Fot. Materiały prasowe Michalina Łabacz, odtwórczyni roli Zosi Głowackiej w filmie Wołyń
Fabian Miszkiel

O takim debiucie może marzyć każdy. 24-letnia Michalina Łabacz z Suwałk na Festiwalu Filmowym w Gdyni dostała nagrodę. Jej rolę w „Wołyniu” chwalą krytycy. Określa się ją jako powiew świeżości

Jestem przeszczęśliwa - mówi Elżbieta Łabacz, matka Michaliny, z zawodu nauczycielka wychowania muzycznego. Zadowolenia nie kryje także Marek Zborowski-Weychman, pod którego opieką młoda suwalczanka stawiała pierwsze kroki na scenie. - Od dziecka było widać, że ta dziewczyna ma po prostu wielki talent i że jeżeli będzie ciężko pracowała, to z pewnością do czegoś znaczącego w życiu dojdzie.

- Michalina jest zjawiskową, bardzo czujną aktorką, mającą to „coś”, co przykuwa uwagę - mówi z kolei Arkadiusz Jakubik, kolega z planu „Wołynia”, znakomity aktor, który swój kunszt pokazał m.in. w innych filmach Wojciecha Smarzowskiego: w „Weselu”, „Drogówce” oraz „Domu złym”. Natomiast sama Michalina Łabacz jest dość tajemnicza, unika dziennikarzy, chroniąc swoją prywatność. Wywiadów nie udziela.

Dwunastoletnia dama

O tym, by zostać aktorką, marzyła od dziecka.

- Jak pojawiła się u mnie na zajęciach, niemal od razu zwróciłem uwagę, że ona nie tyle śpiewa, co gra - wspomina Zborowski-Weychman, który od lat prowadzi w Suwałkach dziecięce studio piosenki „Beciaki” i osiąga ze swoimi podopiecznymi wiele sukcesów nie tylko w kraju, ale również na arenie międzynarodowej.

Michalina już jako 12-latka wygrała ogólnopolski festiwal dziecięcy. Zaśpiewała tam piosenkę „Damą być”.

- Owszem, nie fałszowała, miała ładny głos, ale podobne walory prezentowali też i inni uczestnicy festiwalu - tłumaczy Zborowski-Weychman. - Wygrała głównie znakomitą grą aktorską. Jurorzy przecierali oczy ze zdumienia. Ona, dwunastolatka, tą damą rzeczywiście była. Nie można było oderwać od niej oczu - zaznacza.

Michalina egzamin dojrzałości zdawała w I Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Konopnickiej w Suwałkach. Potem próbowała dostać się do Akademii Teatralnej w Warszawie, ale się nie udało. Zapisała się więc do Studium Wokalno-Aktorskiego w Gdyni.

W następnym roku znowu stanęła do rywalizacji o indeks warszawskiej szkoły. I znowu nie miała szczęścia. Udało się to za kolejnym, trzecim razem.

Elżbieta Łabacz mocno podkreśla determinację swojej córki. - Zawsze bardzo dużo nad sobą pracowała. Ona jest bardzo ambitna, wytrwale dąży do celu, który sobie wyznacza - wylicza walory młodej aktorki.

Nagrody nie odebrała sama

Michalina była na pierwszym roku studiów, gdy reżyser Wojciech Smarzowski zaczął poszukiwać odtwórczyni głównej roli żeńskiej do swojego nowego filmu. Postanowiła się zgłosić.

Casting był wieloetapowy. Wzięło w nim udział kilkaset kandydatek. Reżyser długo się zastanawiał, aż w końcu postawił na suwalczankę.

- Wciąż jestem w szoku, spełnia się coś, o czym marzyłam od dziecka - mówiła nam dwa lata temu.

I wzięła się ostro do pracy. Przeczytała mnóstwo książek o polskich kresach, nauczyła się gwary wołyńskiej.

Na planie spędziła wiele godzin. Z opowieści jej kolegów, w tym Arkadiusza Jakubika, można się zorientować, że było to prawdziwie mordercze wyzwanie, zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym.

Jest zjawiskową, bardzo czujną aktorką, mającą to „coś”, co przykuwa uwagę

Sama Michalina za wiele na ten temat nie mówi. Z nielicznych wypowiedzi wynika, że miała obawy związane z tym filmem, głównie z powodu braku doświadczenia. Nigdy przecież nie występowała w tego typu produkcji. A w szkole teatralnej nie uczą na przykład tego, jak najlepiej ustawiać się do kamery.

Nie do końca wiadomo, czy wstrzemięźliwość w wypowiedziach to pomysł samej aktorki, czy też jej agentki. To drugie wydaje się jednak bardziej prawdopodobne.

- Jest bardzo zapracowana - tłumaczy obecną postawę swojej byłej podopiecznej Marek Zborowski-Weychman.

Na tyle, że podczas gdyńskiego festiwalu nagrodę za jej profesjonalny debiut musiał za nią odbierać... Wojciech Smarzowski.

Michalina przyjechać nie mogła. W tym czasie grała w Teatrze Narodowym w Warszawie w zastępstwie za inną aktorkę. Przypadła jej rola Wioletty w „Kordianie” wyreżyserowanym przez Jana Englerta. To kolejna wielka szansa. Trudno było ją zaprzepaścić.

Michalinie Łabacz udało się połączyć grę w „Wołyniu” ze studiowaniem. Żadnej przerwy w edukacji więc nie było. 24-letnia suwalczanka jest już na czwartym roku akademii.

Co planuje dalej?

W pierwszej kolejności chce ponoć skończyć studia. Ale jeżeli pojawi się jakaś kolejna propozycja, co po tak znakomitym debiucie graniczny niemal z pewnością, to kto wie... No i teatr. W Narodowym Michalina oceniana jest bardzo dobrze.

- Córka w naprawdę krótkim czasie osiągnęła ogromny sukces - zauważa Elżbieta Łabacz. - Myślę, że zasłużyła na to swą ciężką pracą i poświęceniem. Jestem z niej bardzo dumna - zaznacza.

Młoda aktorka ma w przyszłym tygodniu przyjechać do rodzinnych Suwałk i wziąć udział w pokazie „Wołynia”. To jedna z nielicznych okazji, aby uzyskać jej autograf.

Fabian Miszkiel

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.