Kradzież zabytków i handel podrobionymi dziełami sztuki. Nieznana historia Muzeum Podlaskiego

Czytaj dalej
Fot. KWP Białystok
Izabela Krzewska

Kradzież zabytków i handel podrobionymi dziełami sztuki. Nieznana historia Muzeum Podlaskiego

Izabela Krzewska

To sensacyjna informacja. Policja odzyskała skradziony niemal 40 lat temu sztylet. Kindżał należał do kolekcji Tatarianów - jedynej takiej w Polsce i jednej z najcenniejszych w zbiorach Muzeum Podlaskiego. W sierpniu służby odnalazły go w domu pasera... w podbiałostockich Zaściankach.

Prócz kindżału były tam też setki innych cennych historycznie przedmiotów, jak skradziona po włamaniu w 1999 r. do lubelskiego muzeum zabytkowa figurka „Czerkiesi na koniach”. Do tego antyczna amfora (przywieziona prawdopodobnie z okupowanego przez Rosję Krymu), wyroby z kości słoniowej, ponad 120 ikon, monety i biżuteria pochodzące z wykopalisk, a także artefakty z kościołów.

Ich pochodzenie jest przedmiotem śledztwa Prokuratury Rejonowej w Białymstoku. Zatrzymanemu 61-letniemu mieszkańcowi Zaścianek postawiła zarzuty paserstwa, posiadania bez wymaganego zezwolenia broni palnej, amunicji i granatu. Mężczyzna odpowie również za dokonanie zaboru dobra kultury z obszaru okupowanego przy naruszeniu prawa międzynarodowego. Grozi za to nawet 10 lat więzienia. Na razie podejrzany trafił na 3 miesiące do aresztu.

Podejrzany był już wcześniej notowany za paserstwo. Na jego trop trafiła policja i funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej, bo ustalili, że oferuje do sprzedaży nielegalnie przedmioty o znacznej wartości historycznej.

Nikt nie podejrzewał, że to się tak szczęśliwie zakończy

Odzyskany kindżał to rodzaj sztyletu. Prawdopodobnie pochodzi z Turcji. Został wytworzony między 1900 a 1915 rokiem. Jest ozdobiony inskrypcjami, świętymi tekstami, cytatami z Koranu. Sama klinga jest stalowa, a rękojeść z drewna i mosiądzu.

- Bardzo się cieszymy, że po zakończeniu wszystkich procedur prawnych wróci do nas. To relikt kultury Tatarów polskich, świadectwo aktywności kulturowej, ich poszukiwania metod utrwalenia kultury muzułmańskiej - podkreśla Piotr Niziołek, kierownik Muzeum Historycznego, będącego oddziałem Muzeum Podlaskiego.

Dodaje, że kindżał został ofiarowany w latach 70. przez bardzo bliskiego współpracownika Macieja Konopackiego. To jeden z najbardziej aktywnych działaczy społecznych, kulturalnych mniejszości tatarskiej, inicjator powstania muzeum tatarskiego w Sokółce. Właśnie tamtejszej placówce kulturalnej Muzeum Podlaskie wypożyczyło kindżał na ekspozycję. Z wystawy już nie wrócił. Przypuszczalnie został skradziony. Był 1982 rok. Te wydarzenia pamięta Andrzej Lechowski, wówczas pracownik, a w latach 1990-2019 dyrektor Muzeum Podlaskiego w Białymstoku.

- Kolekcja Tatarianów była jedyną w Polsce taką kolekcją, i jedną z najcenniejszych w zbiorach Muzeum Podlaskiego. Stąd taką ogromną stratą była ta kradzież. Stratą materialną i emocjonalną. Proszę mi wierzyć, w gronie osób zainteresowanych historią polskich Tatarów lub historią rzemiosła, wielokrotnie do tego kindżału wracaliśmy w rozmowach. Nikt nie podejrzewał, że to się tak szczęśliwie zakończy - przyznaje Lechowski. - Kindżał się znalazł, co jest na pograniczu cudu. Na dodatek zostali ujęci sprawcy. To oznacza, że istnieje szansa, że wszystkie inne skradzione przedmioty zgłoszone na policję mogą kiedyś „wypłynąć”.

Nie jest ich wiele. Jak twierdzą nasi rozmówcy, były to wyłącznie kradzieże z wystaw, często po wypożyczeniu eksponatu innej placówce. I to lata temu, kiedy zbiorów pilnował tylko człowiek. Obecnie muzea mają rozbudowany system zabezpieczeń. Jaki? O tym muzealnicy z oczywistych względów nie mówią. Wiadomo jednak, że sale są objęte monitoringiem i dozorem elektronicznym. To skutecznie zniechęca przypadkowych łowców okazji, a profesjonalistów ułatwia zidentyfikować.

O żadnych spektakularnych włamaniach - podkopach, wybuchach, złodziejach zawieszonych na linach z sufitu unikających laserowych czujników - nie ma jednak mowy. To obrazy znane z filmów kryminalnych, które rozbudzają wyobraźnię. Ale z podlaskimi czy polskimi realiami mają niewiele wspólnego.

- W ostatnich dekadach było kilka przypadków kradzieży rzemiosła artystycznego secesyjnego. Zginął też dosyć ekspozycyjny przycisk do papieru z jagiellońskim orłem, a także porcelanowy spodeczek pod filiżankę - wymienia były dyrektor Muzeum Podlaskiego.

Przy obrazie „Plaża w Pourville” Claude’a Moneta, który we wrześniu 2000 r. zniknął ze ściany Muzeum Narodowego w Poznaniu to - można powiedzieć - drobiazgi. Tu działał profesjonalista. Obraz został wycięty z ramy, a w jego miejsce włożono kopię. Śledztwo w 2001 r. umorzono z powodu niewykrycia sprawcy. Jednak po kilku latach doszło do przełomu. Odciski palców zabezpieczone na miejscu kradzieży dopasowano do mieszkańca Olkusza – Roberta Z. Za zgodą dyrektora placówki miał wykonać szkic obrazu, który wisiał w tej samej sali co „Plaża w Pourville”. Mężczyzna przebywał tam przez około 5 godzin, po czym wyszedł nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Tymczasem, jak się okazało, wycinał po kawałku obraz z ramy. Podejrzany został zatrzymany w styczniu 2010 r. i niedługo po tym skazany na kilka lat więzienia. Z. przyznał się do winy. Twierdził, że obraz ukradł dla siebie, bo kocha impresjonizm. Dzieło Moneta przez prawie 10 lat ukrywał w schowku za płytą pilśniową przybitą do ściany.

Jak w ogóle zorientowano się, że w muzeum została kopia Moneta? Zastosowano w niej różną od oryginału paletę barw. To była akurat dość „prymitywna podróbka”, ale muzealnicy - jako wybitni fachowcy - są w stanie rozpoznać falsyfikat koncentrując się na detalach - niewidocznych na pierwszy rzut oka szczegółach. Pomaga też znajomość np. technik grawerskich dostępnych w danych czasach. Gdyby nie takie osoby, Muzeum Podlaskie padłoby ofiarą oszusta, który zaoferował podrobione zabytkowe laski pamiątkowe. Miały one rzeźbione główki i dedykacje dla przedwojennych białostoczan.

- Okazało się, że są one robione współcześnie. Pierwszym sygnałem wykluczającym był błąd w pisowni przy jednym nazwisku, co przecież byłoby niemożliwe biorąc pod uwagę, że tabliczki były zamawiane, a laski wręczane obdarowywanemu, ogólnie znanemu i szanowanemu członkowi społeczności. Ponadto laski wykonano współczesnymi narzędziami do grawerowania i rzeźbienia - opowiada Andrzej Lechowski. - Laski zostały mechanicznie skopiowane. Wykrył to jeden z pracowników. To powinno być straszakiem dla ewentualnych amatorów szybkich pieniędzy.

Ostatecznie lasek nie kupiono. Muzeum Podlaskie było jednak zamieszane w inną kryminalną historię. Około 20 lat temu placówka kupiła na licytacji archiwalne dokumenty. Wkrótce okazało się, że pochodzą one z kradzieży z jednego z państwowych archiwów, a sprawcą jest jego pracownik. Nielegalnym procederem zajmował się od lat. Wynosił cenniejsze dokumenty, tuszował kradzież, a łupy sprzedawał na aukcjach. Sprawa wyszła jednak na jaw. Muzeum Podlaskie dokumenty musiało zwrócić.

Księga cudów skradziona z... workiem cebuli

Do kradzieży dzieł sztuki dochodzi rzadko, jeszcze rzadziej są one odnajdywane. Zasoby różnych placówek Muzeum Podlaskiego wzbogacają się za to w przechwycone przez służby celno-skarbowe historyczne przedmioty zatrzymane przy próbie przemytu przez granicę. Były to m.in. XVIII-wieczne, rosyjskie monety z wizerunkiem Katarzyny Wielkiej oraz unikatowa biżuteria pochodząca z epoki brązu i żelaza. W ubiegłym roku instytucja otrzymała ikony z wizerunkiem Boga Ojca z Duchem Świętym i Narodzenie Bogarodzicy (ukryte w opakowaniu po czekoladkach i specjalnie spreparowanej skrzyni) przejęte w Połowcach, a także wczesnośredniowieczny grot włóczni, który funkcjonariusze KAS z Bobrownik znaleźli w skrzynce z narzędziami w bagażniku fiata kierowanego przez 54-letniego Białorusina. Odzyskane w podobny sposób sakralne obrazy stanowią trzon Muzeum Ikon w Supraślu.

Ujawnienie zaginięcia przedmiotów ułatwia dygitalizacja zbiorów. W samym Muzeum Podlaskim to ponad 200 tysięcy pozycji inwentarzowych. Dzięki technikom dokumentacyjnym, kradzież muzealnych przedmiotów szybko jest zauważalna, a ich ruch śledzony jest w internecie, mediach, czy na wspomnianych aukcjach. Obiekt trafia też do specjalnego internetowego Krajowego wykazu zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem, gdzie w razie podejrzeń, sprawdza się pochodzenie zabytku. Prowadzony jest też katalog strat wojennych.

- Kradzieże to margines. Polska kultura najbardziej ucierpiała zwłaszcza w czasie drugiej wojny światowej. Dotyczy to planowej grabieży okupantów, z drugiej strony - niszczenia lub konfiskaty prywatnych kolekcji dworskich (portrety rodzinne, meble), zabytków gromadzonych w kręgu kultury żydowskiej i całych muzeów. Z punktu widzenia Białegostoku, takim najbliższym w okresie międzywojennym było Muzeum Grodzieńskie, gdzie zgromadzona kolekcja obrazów w pewnej części uległa rozproszeniu w czasie działań wojennych - mówi Waldemar Wilczewski, obecny dyrektor Muzeum Podlaskiego.

Utracono też księgozbiory. Były palone, wywożone. Swoistym przykładem jest Księga cudów z podbiałostockiego sanktuarium św. Antoniego Padewskiego w Niewodnicy Kościelnej.

- Gdyby nie chodziło o stratę dla polskiej kultury, historię jej zaginięcia można by wręcz uznać za anegdotyczną. Przezorny proboszcz, kościelny czy też gospodyni, schowali tę księgę w miejscu wydawało się bezpiecznym - włożyli ją do worka i przysypali cebulą. Worek postawili w kuchni. Kogóż to może zainteresować? Okazało się, że było to błędne myślenie. W 1939 roku weszli Sowieci. Szukając jedzenia, zabrali worek z cebulą.

Izabela Krzewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.