Lekarz nie chciał dyżurować ponad normy. Dostał wypowiedzenie

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Wiśniewski/Archiwum
Urszula Ludwiczak

Lekarz nie chciał dyżurować ponad normy. Dostał wypowiedzenie

Urszula Ludwiczak

Związkowcy: To łamanie prawa. Szpital: To efekt oceny pracy zwolnionego.

- Nie chciałem zgodzić się na pracę powyżej 48 godzin tygodniowo i na przymuszanie do pracy na szpitalnym oddziale ratunkowym, gdzie trzeba być w gotowości non stop, 24 godziny, bez przerwy - mówi lekarz rezydent, który kilka dni temu dostał wypowiedzenie z pracy w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Białymstoku.

Chce zachować anonimowość, bo ma nadzieję dostać pracę w innym szpitalu. W każdej placówce na specjalistów, także będących w trakcie nauki, czeka się dzisiaj z otwartymi ramionami.

Inna sprawa, że zwolnienie rezydenta w trakcie szkolenia może być niezgodne z prawem.

Rezydenci podpisują, choć w teorii nie muszą

Rezydent to lekarz po studiach, po stażu i z prawem wykonywania zawodu, robiący specjalizację w wybranej dziedzinie. Takie szkolenie może trwać od czterech do sześciu lat. Rezydentura jest umową o pracę na czas określony (czas szkolenia), którą lekarz podpisuje ze szpitalem. Pensję wypłaca jednak Ministerstwo Zdrowia, któremu rezydenci podlegają.

Natomiast szpital ponosi koszt dyżurów. Rezydenci w ramach specjalizacji muszą dyżurować 10 godz. i 5 min. tygodniowo, a łącznie czas ich pracy (z etatem w wysokości 37,5 godz.) nie może przekraczać 48 godz. Mogą jednak dobrowolnie podpisać tzw. klauzulę opt-out, która pozwala im na pełnienie większej liczby dyżurów w miesiącu.

Nie jest tajemnicą, że wobec braku lekarzy, rezydenci takie klauzule w szpitalach podpisują. W efekcie pracują nieraz ponad normy i siły.

- W szpitalu wojewódzkim lekarze rezydenci postanowili, że nie będą dalej godzić się na to, bo nie są w stanie fizycznie i psychicznie tak pracować - mówi Joanna Zabielska-Cieciuch, wiceprezes Podlaskiego Związku Lekarzy Pracodawców. - Początkowo wszyscy nie chcieli podpisać klauzuli opt-out, ale ostatecznie większość je podpisała, a jeden, najodważniejszy, rezydent czwartego roku - nie. I stracił pracę.

- Klauzula ta jest dobrowolną zgodą lekarza na pracę ponad normatywny czas pracy, mającą w finalnym założeniu chronić pacjenta przed błędami, wynikającymi ze zmęczenia personelu - mówi nam zwolniony lekarz. Dodaje, że rezydenci w szpitalu są zmuszani do dyżurowania na najcięższym oddziale - SOR, na który w ciągu doby trafia 70-80 pacjentów, w stanach nieraz zagrażających życiu. On takiej odpowiedzialności nie chciał dłużej ponosić.

Związkowcy: Nie podpisał, więc go zwolnili

Rezydent przyznaje, że ostatecznie i tak zdecydował się podpisać klauzulę opt-out. Ale nie zdążył. Został wezwany do dyrektora, gdzie czekało na niego wypowiedzenie z pracy.

- Nie przyjąłem go, ale treść została mi odczytana, co ma moc prawną - zaznacza lekarz. - Ale wypowiedzenie jest bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Takie zwalnianie lekarza rezydenta w trakcie trwającego szkolenia jest precedensem. Ma to w oczywisty sposób zastraszyć pozostałych pracowników szpitala, upominających się o poprawę warunków pracy.

Zdaniem rezydenta i broniących go lekarzy, trudno nie znaleźć związku między niepodpisaniem klauzuli a zwolnieniem z pracy. Dlatego rezydentowi pomoc prawną już zaoferował Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy.

- Przepisy mówią wyraźnie, że pracodawca nie ma prawa dyskryminować lekarza, który nie chce pracować powyżej 48 godzin tygodniowo - mówi Ryszard Kijak, szef podlaskiego oddziału OZZL. - A ten rezydent przez cztery lata pracował bez żadnych uwag, skarg pacjentów. Nie chciał natomiast pracować w takich warunkach, jakie proponował mu pracodawca. I został zwolniony.

Sprawa zwolnienia rezydenta trafiła też pod obrady Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w Białymstoku.

- Skierowaliśmy ją do wicemarszałka odpowiedzialnego za sprawy ochrony zdrowia i do wojewody - mówi Eugeniusz Muszyc, wiceprzewodniczący WRDS. - Czekamy na ich reakcję, bo tak jak postąpił dyrektor szpitala, działać nie można.

Szpital: Źle pracował

Jednak według przedstawicieli szpitala, zwolnienie rezydenta to efekt oceny jego pracy.

- Na tej podstawie dyrektor podjął decyzję o rozwiązaniu umowy o pracę bez podania przyczyny i mimo tego, że w szpitalu specjalistów brakuje - wyjaśnia Grażyna Pawelec ze szpitala.

Podkreśla, że zwolniony rezydent dyżurował zwykle 4-5 razy w miesiącu, a maksymalnie - np. w okresie wakacyjnym - 8 razy, zatem nie był wykorzystywany ponad miarę.

- W szpitalu mamy ponad 90 rezydentów, wszyscy opt-outy podpisali - dodaje.

Urszula Ludwiczak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.