Mariusz Gromko: Zapewniliśmy godne miejsce na postawienie pomnika śp. Lecha Kaczyńskiego

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Tomasz Maleta

Mariusz Gromko: Zapewniliśmy godne miejsce na postawienie pomnika śp. Lecha Kaczyńskiego

Tomasz Maleta

Rozmowa z Mariuszem Gromką. Senator elekt Prawa i Sprawiedliwości podsumowuje cztery kadencje w Radzie Miasta Białystok. Mówi o relacjach z byłymi działaczami partii i o tym, co chce robić w Izbie Wyższej. Zdradza też, jakie ma ulubione miejsca w Białymstoku.

Po trzynastu latach pożegnał się pan w poniedziałek z Radą Miasta Białystok. Nie żal panu zostawiać samorządu?
Zabieram ze sobą bardzo dobre wspomnienia i poczucie samorządowego spełnienia. Tak na dobrą sprawę swoją publiczną pracę rozpocząłem piętnaście lat temu. W 2004 roku wystartowałem w wyborach do rady osiedla i pełniłem tę funkcję przez dwa lata. W 2006 roku, za namową śp. marszałka Krzysztofa Putry, wystartowałem w wyborach do Rady Miasta i zostałem radnym miejskim. Pełniłem tą zaszczytną funkcję przez trzynaście lat. Poznałem białostocki samorząd od podszewki, każdy jego szczebel. Start do senatu był kolejnym krokiem.

Opuszcza pan z tarczą białostocki samorząd?
Tak do tego nie podchodzę. Startowałem do parlamentu z myślą o dalszej pracy na rzecz Białegostoku, ale też powiatu białostockiego oraz sokólskiego i na tym chciałbym się skupić. Zapraszam do współpracy kolegów radnych i władze miasta z panem prezydentem na czele. Liczę, że przyniesie ona wiele wspaniałych owoców.

To jakie były najprzyjemniejsze chwile podczas tych trzynastu lat?
Przede wszystkim był to czas ciężkiej pracy. Najprzyjemniejsze momenty były wtedy, gdy po zakończonej inwestycji, czy po zaangażowaniu się w załatwienie jakiejś sprawy, zgłaszali się mieszkańcy z podziękowaniami. Zadowolenie białostoczan i uznanie w ich oczach przynosiło najwięcej radości podczas pracy w samorządzie.

A najtrudniejsze?
Było ich sporo. Przede wszystkim te, które były pokłosiem podwyżek opłat komunalnych. To zawsze budziło opór mieszkańców. Pamiętam też kwestie sporne, związane z planami zagospodarowania przestrzennego. W ich przypadku było wiele emocji. Trzeba było z mieszkańcami szukać kompromisu i znaleźć złoty środek. Nie zawsze się to udawało. Do katalogu spraw trudnych dorzuciłbym jeszcze reformę systemu gospodarowania odpadami. Gasiliśmy niezadowolenie przedsiębiorców, którzy uważali, że mają naliczane zbyt wysokie opłaty.

A sesja, gdy pan jako przewodniczący rady uzasadniał potrzebę lokalizacji na – wówczas placu Uniwersyteckim, a dziś placu NSZ – pomnika śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Wypowiadali się posłowie PiS ze społecznego komitetu budowy pomnika, pan odczytał uzasadnienie projektu uchwały, ale nie było żadnej dyskusji między radnymi. Ta cisza była wymowna. Wiele środowisk zarzucało pana klubowi, że nie przeprowadzono żadnych konsultacji, a decyzję podjęto na zasadzie dyktatu większości.
Ta dyskusja toczyła się wcześniej i znacznie szerzej niż na samej sesji. Jako klub podjęliśmy decyzję na prośbę i wnioski mieszkańców, którzy uważali podobnie jak my, że taki pomnik powinien stanąć w naszym mieście. Chce podkreślić wyraźnie – podjęta uchwała dotyczyła jedynie wskazania lokalizacji pomnika, a samą budowę ze środków społecznych miał prowadzić komitet.

No właśnie, w skład jego grupy inicjatywnej weszli ówcześni posłowie i senatorowie PiS . Pamiętam ich konferencję w pierwszą niedzielę lipca 2016 roku, gdy zapowiadali, że za dwa lata w Białymstoku stanie pomnik prezydenta. Mamy rok 2019 i pomnika nie ma. To porażka PiS?
Nie jest to porażka. W samorządzie zapewniliśmy, w mojej ocenie, godne miejsce na postawienie pomnika.

Ten komitet nadal funkcjonuje?
Z tego, co wiem, społeczny komitet rozważa również inne koncepcje upamiętnienia śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Być może to powoduje zwłokę. Liczę jednak, że sprawa nabierze nowej dynamiki i będziemy mogli usłyszeć o postępach.

A sesja, na której pod okiem decydentów z podlaskich struktur partii rozpatrywaliście plan zagospodarowania dla osiedla Bojary, którego beneficjentem była m.in. firma Jaz-Bud. To chyba także była dla pana – jako przewodniczącego rady – niezbyt komfortowa sytuacja?
Dopóki toczy się publiczna dyskusja i strony przedstawiają swoje argumenty, to wszystko jest w porządku. Nie ograniczałem tych wypowiedzi. Chcę przypomnieć, że za mojej kadencji nastąpiła swoboda wyrażania swoich poglądów na sesji. Nie przypominam sobie, abym komuś odmówił zabrania głosu z mównicy. Takie przypadki miały miejsce wcześniej

Wolta Rafała Rudnickiego, a przede wszystkim styl jego rozwodu z klubem PiS na sesji rady miasta w czerwcu 2014 roku, na której w głosowaniu poparł absolutorium dla prezydenta Truskolaskiego, było trudnym momentem, zdradą, politycznym nożem w plecy? W końcu wcześniej przez tyle lat razem pracowaliście i razem rozpoczęliście terminowanie w białostockim samorządzie.
Nie odbieram tego w ten sposób. Życie polityczne pokazywało różne przypadki. Tamtą decyzję Rafała Rudnickiego źle oceniałem. Uważałem, że jego miejsce jest w Prawie i Sprawiedliwości. Jego wybór, jego droga życiowa.

Współpraca z prezydentem Tadeuszem Truskolaskim do łatwych chyba też nie należała?
Zawsze starałem się znaleźć kompromis, choć było też naturalne, że pozostawaliśmy przy swoich pomysłach. Takie jest samorządowe życie.

Do podlaskich decydentów PiS do niedawna należał Jan Dobrzyński – pana rywal w tegorocznych wyborach. Niełatwo chyba było zmierzyć się z dotychczasowym senatorem? Nie tylko dlatego, ze w pewnym sensie było to „środowiskowy” pojedynek, ale także przez to, że strona opozycyjna kreowała sytuację, w której to senator kończącej się kadencji był głównym reprezentantem prawicowego środowiska.
To była trudna walka. Na szczęście ten podział nie przyniósł strat dla Prawa i Sprawiedliwości. Udało mi się w kampanii dotrzeć do wyborców z informacją, że jestem najlepszym kandydatem prawicy w okręgu białostocko-sokólskim.

Rozmawiał pan po wyborach z Janem Dobrzyńskim. Gratulował może panu sukcesu?.
Nie gratulował, zaś pozostali kontrkandydaci zrobili to następnego dnia po wyborach.

Nowo wybrani posłowie przed inauguracją ćwiczą wystąpienia z mównicy. Czy podobne próby są też w Izbie Wyższej?
Otrzymałem sporo materiałów informacyjnych, odbyło się uroczyste wręczenie zaświadczenia o wyborze. Teraz czekam na inauguracyjne posiedzenie 12 listopada.

Ulubione miejsca? Chyba nie zaskoczę nikogo wspominając o Rynku Kościuszki, Plantach. Bardzo lubimy z rodziną rowerowe przejażdżki po naszych rodzinnych Dojlidach, lesie Solnickim.

Czym chciałby się pan zajmować w Senacie? Bo izba refleksji nabrała po wyborach nowego wymiaru?
Przede wszystkim współpracą międzynarodową, kontaktami z Polonią. Widzę też dla siebie miejsce w sprawach gospodarki narodowej i innowacji. Interesuje mnie także rozwój elektromobilności oraz odnawialnych źródeł energii.

Jednym z tematów, którymi w ostatnim czasie żyją mieszkańcy części powiatu białostockiego, ale i stolicy regionu, jest budowa północnej obwodnicy kolejowej Białegostoku. Zamierza pan interpelować w tej sprawie?
W kampanii jasno określiliśmy swoje stanowisko, że ze strony PKP powinny być przedstawione nowe warianty przebiegu trasy. Te, które dotychczas przedstawiła kolej, są w mojej ocenie nie do przyjęcia.

Droga S-19 ma przebiegać przez Knyszyn i Korycin do Sokółki czy też przez Dobrzyniewo, obwodnicą Wasilkowa i przez Czarną Białostocką w kierunku Sokółki?
Uważam, że najlepszym rozwiązaniem będzie poprowadzenie ekspresówki po tzw. starodrożu, czyli przez Czarną Białostocką. By ruch międzynarodowy przebiegał po jak najkrótszej trasie.

Uważałem, że miejsce Rafała Rudnickiego jest w Prawie i Sprawiedliwości. Jego wybór, jego droga życiowa.

To jeszcze jedna inwestycja drogowa, o której coraz głośniej, choć dopiero jest w planach. Myślę o drodze S-16 z Białegostoku przez Grajewo do Ełku. Czy Podlaskie powinno optować za tą drogą czy raczej skoncentrować swój lobbing na przebudowie drogi z Białegostoku (od Katrynki) do Augustowa?
I jedna, i druga droga powinna być wybudowana w takim standardzie, by była przede wszystkim bezpieczna.

Do tej pory nie aspirował pan do odgrywania znaczących ról partyjnych w białostockich, jak i podlaskich strukturach PiS. Czy po zdobyciu mandatu senatora to się zmieni?
Przed nami wybory władz lokalnych Prawa i Sprawiedliwości. Myślę, że obecny pełnomocnik struktur Dariusz Piontkowski dobrze wywiązuje się ze swoich zadań. Przeprowadził w tym roku skuteczne kampanie wyborcze. Mamy dwóch europosłów, w wyborach parlamentarnych znacznie poprawiliśmy swój wynik, choć to większe poparcie nie przełożyło się na dodatkowe mandaty w porównaniu do stanu z 2015 roku. Osobiście również będę angażował się w pracę na rzecz rozwoju struktur.

Jaki jest Mariusz Gromko prywatnie? Jakie ma ulubione miejsca w Białymstoku?
Bardzo dobrze czuję się w naszym mieście i cieszę się, że miałem mały wkład w to, jak ono wygląda. Ulubione miejsca? Chyba nie zaskoczę nikogo wspominając o Rynku Kościuszki, Plantach. Bardzo lubimy z rodziną rowerowe przejażdżki po naszych rodzinnych Dojlidach, lesie Solnickim. Lubię ludzi, szukam z nimi kontaktu i myślę, że tak pozostanie.

Tomasz Maleta

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.