Mediacja w sporze jest jak Green Velo

Czytaj dalej
Fot. Agnieszka Adamowicz
Andrzej Matys

Mediacja w sporze jest jak Green Velo

Andrzej Matys

Rozmowa z mediatorem, adwokatem i rowerzystą Mariuszem Trelą, dyrektorem Centrum Mediacji Świętej Rity w Toruniu

Przyjechał Pan do Białegostoku szlakiem Green Velo. Dlaczego wybrał Pan rower?

Na rowerze najlepiej odpoczywam. Samochodem podróżuję służbowo, bardzo dużo jeżdżę po kraju, czasem za granicą, ale jest to tylko środek komunikacji. Rower to przyjemność i doświadczanie piękna terenów, przez które się jedzie.

Jak się Panu podoba szlak Green Velo? Jak się nim podróżuje?

Świetnie. Trasa jest bardzo fajna, bardzo przystępna. Do Białegostoku jechałem z Tykocina bardzo wygodnie. Gdyby tylko troszeczkę mniej grzało, byłaby pełnia szczęścia.

Dokąd pojedzie Pan tym szlakiem z Białegostoku?

Odbijam nieco z głównej trasy, gdyż chcę zobaczyć miejsce ważne dla prawosławnych w Polsce - św. Górę Grabarkę. Bardzo interesuje mnie wielokulturowość. Mieszkam w Toruniu i tam też są różne społeczności i religijne, i narodowe, więc od dziecka jestem przyzwyczajony do współistnienia. Dlatego bardzo mnie interesuje, jak ludzie różnych religii i innego spojrzenia na życie mogą ze sobą współdziałać, współpracować.

Oprócz turystyki, pańska wyprawa ma drugie dno. Promuje mediacje jako sposób rozwiązywania konfliktów.

Tak. Ponieważ chciałem swój krótki urlop wykorzystać twórczo. Tam, gdzie jeżdżę, staram się rozmawiać z ludźmi o konflikcie. O tym, jak ten konflikt ich kształtuje. Jak na nich wpływa. I jak rozwiązują konflikty. Ponieważ nasze społeczeństwo jest bardzo przywiązane do siłowego rozwiązywania sporów, czyli w sądzie, wszystkie sprawy od zupełnie błahych po niezwykle skomplikowane ludzie pchają do sądów. Tymczasem od kilkunastu lat mamy mediację jako pozasądowy sposób rozwiązywania konfliktów.

Co to oznacza dla każdego z nas?

Oznacza to, że praktycznie każdą sprawę można rozwiązać w drodze mediacji. Na palcach jednej ręki można policzyć takie, kiedy jest to niemożliwe. W mediacji strony konfliktu siadają do wspólnego stołu z osobą bezstronną, czyli mediatorem. Jego rolą jest tzw. udrożnienie komunikacji, udzielenie pomocy. Mediacja to sztuka moderowania dialogu. Dialogu, który ma prowadzić do rozwiązania sporu. Macie państwo fajnie pofałdowany teren z podjazdami i zjazdami. I w mediacji też są amplitudy rozmów i postaw. Jest np. etap określany mianem wentylacji, który pozwala wyrzucić z siebie nagromadzone emocje. Bywa gorąco, ale to mediator czuwa, żeby ludzie nie używali wobec siebie „ciężkiej artylerii”.

Panie mecenasie, czy ludzie nie mogą tak po prostu usiąść i porozmawiać o tym, co ich boli, poszukać rozwiązań…?

Nie mogą, bo jest to bardzo trudne. Są różne uprzedzenia, są zranienia i bardzo bolesne zaszłości. Np. w konfliktach małżeńskich ludzie natychmiast wpadają w turbulencję emocjonalną i robią sobie na złość. Blokują się i nie ma szans na porozumienie. A mediator umie towarzyszyć stronom konfliktu w tych amplitudach. W takiej emocjonalnej wspinaczce i w zjeździe. Kiedy siadam do mediacji, często zaczynam od tzw. monologu mediatora, czyli informuję, co to jest mediacja, do czego prowadzi i jakie daje pożytki. Mówię, że teraz każda ze stron dostaje togę sędziowską, łańcuch i jest sędzią w swojej sprawie. Ludzie robią wielkie oczy.

Przecież nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie - to fundament prawa.

No tak, tylko że w mediacji obie strony konfliktu szukają rozwiązań. Owszem, są sędziami, ale w tym sensie, że strony same rozwiązują ten swój, często bardzo trudny, spór i trudne sytuacje. Mediator nie może oceniać propozycji stron ani narzucać rozwiązań. W naszej szkole zakładamy, że jedna sesja mediacyjna - która może prowadzić do porozumienia - trwa do 3 godz. i 15 min. Chyba że potrzebni są jacyś eksperci, rzeczoznawcy.

Ale sam Pan mówi, że ludzie w sądzie są zdeterminowani na wygraną. I to, że ich prawda jest bardziej „prawdziwa”. A żeby osiągnąć porozumienie przed mediatorem, trzeba ustąpić.

Nie. Ja bardzo nie lubię słowa „ustąpić”. Pan pewnie też nie lubi ustępować (Nie lubię - AM). Jeszcze nie spotkałem osoby, która uczciwie powiedziałaby, że lubi to robić. Dlatego w mediacji nie ma ustępstw.

A kompromis? Czy mediacja zna takie pojęcie?

Nie ma żadnego kompromisu. Jest tylko szukanie rozwiązań. Jest szukanie sytuacji, w której ja mogę dać panu coś, a pan mnie też coś. I jeśli to się udaje, obie strony są wygrane. W każdej mediacji, kiedy strony dojdą do porozumienia, obie strony wygrywają! I to jest fenomen mediacji. 20 lat byłem sędzią i miałem wręcz fioła na punkcie koncyliacji (namawianie do porozumienia - przyp. red.). Pomagałem ludziom rozwiązywać konflikty w drodze ugody. Teraz, gdy jestem adwokatem, jeśli dochodzi do procesu, staram się, by to mój klient wygrał. Ale nie mam z tego satysfakcji. Jedna strona wychodzi bowiem z sądu ze świadomością, że została napiętnowana, bo przegrała. A druga wyjdzie i powie: wygrałam.

Czyli może być tak, że jedna strona zaczyna od żądania nierealnego do spełnienia. Druga je zbije i będzie zadowolona. Tymczasem przegra, bo z tego szczęścia zapomni, o co naprawdę toczy się gra?

Tak, oczywiście. Nie uwierzy pan, z jakich pozycji ludzie zaczynają negocjacje, a do czego dochodzą. Gdy opadną emocje, mediator może tak poprowadzić rozmowy, by strony osiągnęły taką rowerową równinkę. Żeby - jak rowerzysta - znalazły się na tej prostej i wygodnej ścieżce rowerowej jak Green Velo, by dalej jechać do celu już bez wysiłku.

Często elementem mediacji są spotkania indywidualne. Mediator stawia wtedy przed stroną „lustro”. I ona się w tej swojej propozycji przegląda i musi się z nią zmierzyć. Może też zobiektywizować swoje żądania. I jak się człowiek jako mediator cieszy, gdy po spotkaniach indywidualnych strony wracają do rozmów i często mają zupełnie inne propozycje rozwiązania sporu. W sądzie rzecz niemożliwa, bo sąd załatwia sprawę, ale nie rozwiązuje konfliktu.

Mediacja to trochę prywatna rozmowa, ale i ona może mieć skutki prawne.

To jest bardzo poważna sprawa. Mediacja cywilna szeroko rozumiana to sprawy stricte cywilne, rodzinne, gospodarcze czy pracownicze. Jeśli strony dojdą do porozumienia, mediator sporządza ugodę - choć mogą to zrobić same strony - którą strony podpisują. Mediator sporządza protokół z informacją, że doszło do porozumienia. Te dwa dokumenty trafiają do sądu, który ugodę niemal od ręki zatwierdza, w ogóle nie dotykając sporu. Tym samym ugoda z mediacji ma taką rangę jak zawarta przed sądem.

A kwestia kosztów? Mediacja nie jest darmowa.

Nie ma co ukrywać, mediacja jest nieporównywalnie tańsza niż proces sądowy. Czasem jest to jedna trzecia czy jedna piąta kosztów. Przy tzw. mediacji z rynku, strony zawierają z mediatorem umowę i zwykle dzielą się kosztami. Gdy na mediację kieruje sąd, strona, która złożyła wniosek i go opłaciła, w przypadku ugody dostaje z kasy sądu trzy czwarte opłaty. Jeżeli np. mamy sądową sprawę o zachowek ze spadku wartego od 300 do 500 tys. zł, koszty procesu sięgną 10 tys. zł. Koszt mediacji może nie przekroczyć 2 tys. zł, które dzieli się pomiędzy uczestników.

Andrzej Matys

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.