Mury na granicy rosły i rosną nadal. Bo spełniają swoje zadanie [FELIETON]

Czytaj dalej
Fot. Twitter.com/ MON
Agnieszka Siewiereniuk

Mury na granicy rosły i rosną nadal. Bo spełniają swoje zadanie [FELIETON]

Agnieszka Siewiereniuk

Polska nie jest jedynym krajem w Europie, ani tym bardziej na świecie, w którym pojawi się zapora na granicy z innym państwem. Mury, ogrodzenia i zapory zrealizowało już wiele państw, w tym również na naszym kontynencie. Nielegalna migracja jest bowiem jednym z największych problemów współczesnego świata. Nielegalna migracja to też w końcu gigantyczne dochody mafii i karteli zajmujących się przemytem ludzi. Mury i zapory znacząco ograniczają ten proceder.

Mur, czy zapora, jak każda przeszkoda, jest do pokonania. Jednak o wiele trudniej przejść przez naszpikowane elektroniką ogrodzenie, wysokie na kilka metrów, niż w sytuacji, kiedy w jakimś miejscu takich barier nie ma. Część polityków w Polsce zwraca uwagę, że budowana właśnie zapora na granicy polsko – białoruskiej nie powstrzyma migrantów z terytorium Białorusi i znajdą oni sposób, aby przedostać się do miejsc, do których zmierzają. Jako przykład podawana jest bariera na granicy USA oraz Meksyku. Tam bowiem cały czas migranci, mimo ustawionej zapory, przechodzą.

Nie do końca jest to zgodne ze stanem faktycznym. Bo owszem, migranci przechodzą, dokładnie w miejscach wskazanych im przez przemytników oraz członków mafii zajmujących się przemytem ludzi na masową skalę. Ich jednak nie obchodzi los tych ludzi, którzy szukają lepszego życia. Oni zarabiają pieniądze na nieświadomych ludziach i to jest w ich zainteresowaniu. Tylko to. Dlatego przemytnicy kierują ludzi z Ameryki Południowej do miejsc, przez które faktycznie można przejść na terytorium Stanów Zjednoczonych. Nie mówią jednak o tym, że zaraz za tymi przejściami czeka na nich amerykańska straż graniczna, która kieruje wszystkich przybyszów do kolejnych przejść, wyprowadzając ich z terytorium USA, wcześniej pobierając od nich odciski palców i wprowadzając ich dane do systemów informatycznych.

Piszę o tym dlatego, że w Polsce część środowisk protestuje przeciwko budowanej właśnie zaporze na granicy polsko – białoruskiej, podając do tego różne argumenty. Niektóre są całkowicie absurdalne – jak ten wypowiedziany ustami Włodzimierza Cimoszewicza. Stwierdził on niedawno w wywiadzie udzielonym jednemu z portali, że budowa tej zapory nie ma uzasadnienia, ponieważ nie ma już zagrożenia migracyjnego. Aktywiści z kolei zwracają uwagę, że zapora zniszczy Puszczę Białowieską, choć inwestycja jest realizowana w pasie drogi granicznej, w terenie niezalesionym, a sprzęt budowlany jeździ po istniejących szlakach komunikacyjnych.

Kuriozum zaś stanowi list, jaki niedawno wysłany został do Komisji Europejskiej. Podpisało się pod nim setki naukowców, przede wszystkim spoza Polski. Zwracają oni uwagę na przerwanie funkcjonalnej łączności korytarzy ekologicznych i brak ekspertyz ekologicznych oddziaływania tego przedsięwzięcia na spójność sieci Natura 2000. Tylko nikt z tych, którzy się podpisali, w ogóle nie zapytali przed złożeniem podpisu o zakres prac, o przejścia dla zwierząt, o przepustowość cieków wodnych i w końcu o to, że zapora powstaje w miejscu, które dziś jest odgrodzone zasiekami, przez które duże zwierzęta też przechodzić nie mogą.

Cała histeria związana obecnie z budową zapory na granicy polsko – białoruskiej wydaje się mieć wyłącznie za cel tylko jedno – nie dopuścić do tego, aby Polska otrzymała jakiekolwiek pieniądze na tę inwestycję. Mimo, że będzie stanowiła również zabezpieczenie wschodniej granicy Unii Europejskiej. Trzeba wiedzieć, że mury stoją dziś na granicach kilkunastu krajów europejskich – od południa Hiszpanii i tamtejszych enklaw w północnej Afryce, aż po północne krańce Norwegii. Na całym świecie zbudowano ponad tysiąc kilometrów różnego rodzaju murów i zapór granicznych, ponieważ nielegalni migranci są postrzegani w wielu krajach jako zagrożenie bezpieczeństwa i stabilności demokracji.

Gdyby było inaczej, poszczególne państwa nie odgradzałyby się murami i zaporami po to, aby nie przedostawali się na ich terytorium migranci niewiadomego pochodzenia i zamiarów. Bo trzeba wiedzieć, że dziś w świadomości większości Europejczyków taki nowoczesny płot naszpikowany elektroniką i obstawiony dodatkowo wojskiem, stał się instrumentem polityki zarówno rządów prawicowych i konserwatywnych, jak Węgry, czy Grecja, ale też i rządów typowo lewicowych, jakie funkcjonują w Austrii lub w Hiszpanii. Jeśli proceder związany z nielegalną migracją i przemytem ludzi nie będzie rozwiązywany także i w taki sposób – jak budowa murów – to nie skończy się on nigdy, a przemytnicy i mafie będą dalej zarabiać ogromne pieniądze na tym procederze.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, jak problem z migracją rozwiązała Australia. Tam praktycznie nielegalna migracja już nie istnieje od kilku lat. Łódki, statki i łódeczki z migrantami nie są wpuszczane do Australii, tylko odsyłane na wyspę, skąd nie jest przyjmowany nikt. Wszyscy byli zmuszeni do powrotu. W ten sposób skończył się problem z topiącymi się ludźmi na przepełnionych łodziach i statkach i skończył się problem migracyjny. Z Australii wybrzmiał bowiem bardzo wyraźny głos – nie przyjmujemy nikogo, nikt do nas nie wjedzie. W Europie, pomiędzy państwami, taką „wyspę” mogą stanowić wyłącznie zapory i mury na granicy. Brakuje tylko tego jednego i bardzo wyraźnego głosu, że Europa nie przyjmuje nikogo.

Dziś wszyscy, którzy sprzeciwiają się budowie ogrodzenia, czy to w Polsce, czy w innym państwie, de facto stają się pomocnikami mafii przemytniczych. Już blisko rok temu specjaliści wyliczyli, że mafie i kartele odpowiedzialne za przemyt ludzi zarabiają na tym procederze nawet 14 mln dolarów dziennie – i to tylko w kontekście przemytu ludzi z Ameryki Południowej do USA. Na razie nie ma takich danych szacunkowych odnośnie zarobków mafii, karteli i przemytników, którzy przerzucają migrantów do Europy. Tu szacunki mogą być jednak jeszcze wyższe. Do tego trzeba doliczyć szmuglowanie narkotyków czy innych rzeczy, których normalnie przez granicę nie można przewozić, ponieważ ludzie często nie mając wystarczająco dużo pieniędzy na opłacenie przemytników, decydują się na szmuglowanie towarów niedozwolonych. Z tych pieniędzy opłacani są często urzędnicy, politycy, czy w końcu też aktywiści mający na ustach hasła o prawach człowieka. Oczywiście nie wszyscy i nie wszędzie, ale tak się dzieje, choć jest to tematem większym lub mniejszym, ale jednak tabu.

Zapora na granicy polsko – białoruskiej powstać musi. W przeciwnym razie przez Podlasie i Puszczę Białowieską będzie prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości wiódł największy być może szlak migracyjny w Europie, jeśli nie będzie tu żadnej bariery, która ten proceder ograniczy. Reżim Łukaszenki zarabia na tym gigantyczne pieniądze, za które realizuje swoje plany nawet w obliczu wielu nałożonych na Białoruś sankcji politycznych i gospodarczych.

Agnieszka Siewiereniuk

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

marian.zac

Nasi "inteligentni inaczej" uznali że 1,5 miliarda złoty rozwiąże problem i co tam dla nich opinie ekologów czy też wypowiedź Cimoszewicza. Oni wiedzą co nam najbardziej potrzeba - oczywiście MUR na granicy, a zwierzęta- one sobie poradzą, a co z logiką - oczywiście logika śpi u rządzących!!!

miremar

Bardzo dobry felieton,dziękuję pani Agnieszko,że stara się pani tłumaczyć zasadność zapory na granicy,jednak populistyczne hasła o ratowaniu ludzi czy zwierząt lepiej się sprzedają

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.