Najpierw zakochał się w Podlasiu, a potem w owadach

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Katarzyna Łuszyńska

Najpierw zakochał się w Podlasiu, a potem w owadach

Katarzyna Łuszyńska

Kurowo nad Narwią stało się jego domem. Joao Matos da Costa od dziewięciu lat mieszka w Polsce. Od ośmiu pracuje w Narwiańskim Parku Narodowym. Tu się ożenił i tu fotografuje najpiękniejsze okazy owadów.

Długo wzbraniał się przed przyjazdem do Polski, bo nasz kraj kojarzył mu się z bardzo niskimi temperaturami. Urodził się i wychował w Portugalii, gdzie jest znacznie cieplej. W trakcie studiowania leśnictwa, kolega zaproponował mu wyjazd do Polski- na wymianę studencką w ramach unijnego programu Erasmus.

- Zdecydowanie odmówiłem - wspomina 37-letni Portugalczyk Joao Matos da Costa. - Ale kilka miesięcy później poznałem polskich studentów, którzy z kolei przyjechali kształcić się do Portugalii i... zmieniłem zdanie. To byli tak sympatyczni ludzie i z taką miłością mówili o swoim kraju...

Na początku wraz z kolegą trafił do Poznania, gdzie chciał skończyć ostatni rok studiów z leśnictwa.

- Mi się udało, ale mój kolega szybko zdezerterował - śmieje się 37-latek. - Nie podobała mu się Polska, bo dla niego było tu za ciemno i za zimno. Ale ja, jak tylko wylądowaliśmy na lotnisku w Warszawie, już wiedziałem, że to moje miejsce na ziemi. Kolejne dni tylko mnie w tym utwierdziły i ani przez chwilę nie pomyślałem o powrocie do Portugalii.

Został dzięki kobiecie i makrofitom

Joao jeszcze przed ostatnim egzaminem na studiach w Poznaniu zastanawiał się, co może zrobić, aby pozostać w Polsce na zawsze. Koordynator Erasmusa w Portugalii podpowiedział mu, że istnieje inny program edukacyjny - Leonardo da Vinci - finansowany z funduszy unijnych, który pozwoli mu zostać w Polsce pod warunkiem, że znajdzie pracę na jakiejś uczelni.

- No i się udało - cieszy się Portugalczyk. - Zostałem zatrudniony na uniwersytecie w Poznaniu. Dostałem zadanie, by zrobić bazę roślin wodnych, czyli makrofitów, które występują w Europie. Po ponad dwóch miesiącach miałem już tyle materiału, że byłem w stanie napisać na jego podstawie pracę magisterską. I tak też zrobiłem! Zdobyłem tytuł magistra i dostałem polski dyplom z ochrony środowiska.

Na uniwersytecie w Poznaniu Joao poznał także swoją żonę, Justynę, która studiowała tam leśnictwo. Przed ślubem wpadli na pomysł, że może spróbują żyć w Portugalii, ale ostatecznie oboje zatęsknili za Polską i tu osiedli na stałe. Zamieszkali w Łapach. Razem jeździli w teren i przeprowadzali inwentaryzacje martwych drzew.

- I ja każdego dnia coraz bardziej zakochiwałem się w Podlasiu, a szczególnie w tutejszej przyrodzie - podkreśla z uśmiechem Joao. - Jest ona zdecydowanie inna niż w Portugalii. Tutaj, w północno-wschodniej Polsce, zima trwa aż pół roku i cała przyroda zapada w długi sen zimowy, a potem w ciągu zaledwie dwóch tygodni budzi się do życia. Podziwianie tych momentów cały czas sprawia mi ogromną radość, bo to jest coś, czego nie miałem okazji doświadczyć w Portugalii.

Jedynym problemem Joao w tamtym czasie był brak znajomości języka polskiego. Umiał powiedzieć jedynie „dzień dobry” i „do widzenia”. Wkrótce jednak stanął przed ogromny wyzwaniem - musiał się w krótkim czasie nauczyć naszego języka .

- Dowiedziałem się bowiem, że w Narwiańskim Parku Narodowym poszukują osoby, która posługuje się sprawnie angielskim - tłumaczy. - Podczas pierwszej rozmowy okazało się, że mogę zostać zatrudniony, jeżeli w ciągu dwóch miesięcy nauczę się polskiego. A że praca w takim miejscu, to było moje marzenie, podjąłem to wyzwanie.

Nauka polskiego nie była łatwa.

- Wasz język jest trudniejszy niż matematyka i statystyka razem wzięte, a gramatyka do dziś spędza mi sen z powiek - śmieje się Portugalczyk. - Jakoś jednak udało mi się nauczyć polskiego na poziomie komunikatywnym i w styczniu 2009 roku podpisałem umowę o pracę w Narwiańskim Parku Narodowym.

Przez pierwsze pół roku z kolegami z pracy rozmawiał tylko po polsku i była to najbardziej owocna nauka. Jednak często okazywała się też przydatna jego znajomość innych języków obcych. Zajmował się on bowiem oprowadzaniem po dolinie Narwi turystów z różnych krajów i wyjeżdżał służbowo na zagraniczne konferencje, m.in. z pracownikami parków narodowych z Ukrainy, Niemiec i Holandii.

- Parki w tych krajach, tak jak nasz narwiański, mają system anastomozujący, czyli wielokorytarzowy - tłumaczy. - Chodzi o to, że płynąca przez park rzeka ma wiele koryt. Tyle że w Niemczech i Holandii parki są bardzo zniszczone, więc ich pracownicy próbują przywrócić im ich dawną świetność, sprawić, by wyglądały tak jak parki w Polsce czy na Ukrainie. I ja, jako że mówię po angielsku, brałem udział w spotkaniach z pracownikami zagranicznych parków narodowych i opowiadałem im o naszym parku.

Ważki i muchy są dla mnie czymś kosmicznym

Joao od dawna zafascynowany jest owadami. Podczas pobytu w Holandii spotkał kolegę po fachu, też leśnika, który uwielbiał ważki.

- I ja się tym uwielbieniem dla ważek również zaraziłem - śmieje się. - Przez tydzień o życiu tego owada dowiedziałem się więcej, niż przez całe swoje życie. Od tej pory ważki na dobre zagościły w moim sercu i obiektywie.

Kiedy wrócił z Holandii do Narwiańskiego Parku Narodowego, zajął się oznaczaniem ważek.

- Łapałem je w siatkę, fotografowałem i oznaczałem - tłumaczy. - W ciągu pierwszego roku pracy z ważkami udało mi się wskazać pięć gatunków jeszcze nie udokumentowanych w parku i dzięki temu napisałem swój pierwszy artykuł naukowy.

W trzecim roku pracy w NPN Joao napisał kolejny artykuł, tym razem o zalotce większej - gatunku ważki chronionym w całej Europie.

- A 2011 roku w Kurowie natrafiłem na Syrphoideę, czyli muchówkę - wspomina zafascynowany. - Jednak z aparatu, który wówczas miałem przy sobie, nie dało się zrobić jej dobrego zdjęcia, ale spotkanie z nią było kolejnym momentem przełomowym w moim życiu, bo od tej chwili zacząłem fotografować wszystkie gatunki zwierząt w parku.

Owady na zdjęciach Joao wyglądają nieziemsko. Rzadko bowiem możemy podziwiać je w tak dużym przybliżeniu.

- Muchy, tak jak inne owady są dla mnie czymś kosmicznym, chociaż tak jak my, mieszkają na ziemi - mówi Portugalczyk. - Fascynuje mnie ich kształt, kolor oraz ich tryb życia. To, jak się przeobrażają jest dla mnie czymś niesamowitym - wyznaje.

Dotychczas sfotografował już około 900 gatunków. Jak tłumaczy, dokumentuje je, ponieważ chce pokazać dzieciom jak piękna i wyjątkowa jest podlaska przyroda. I robi to od 2013 roku. W ciągu trzech lat spotkał się z blisko 1,5 tys. dzieci.

- Myślałem, że będzie im się ciężko mnie słuchało, ze względu na mój akcent, ale było zupełnie odwrotnie. Maluchy były zachwycone tym, jak mówię. Śmiały się z moich błędów językowych i dzięki nim zatrzymały całą wiedzę w swoich główkach - przyznaje z dumą Portugalczyk.

Joao zrobił też dwa filmy edukacyjne na temat ważek i motyli.

- A w przyszłości chciałbym przygotować pakiet informacyjny o owadach żyjących w parku, z którego dorośli będą mogli uczyć swoje dzieciaki np. o trybie życia owadów - snuje plany.

Bo jak się człowiek zakocha...

Joao nie żałuje swojej decyzji o przeprowadzce z Portugalii na Podlasie.

- Jak się człowiek zakocha, to nie widzi przed sobą żadnych trudności. Pozostaje tylko życie i korzystanie z jego uroków - stwierdza.

Jest absolutnie zafascynowany podlaską przyrodą. Uwielbia, kiedy na dworze jest minus 20 stopni... Wówczas ciepło się ubiera i całe dnie spędza w terenie dokumentując wszystko na fotografiach.

- Kurowo jest najwspanialszym miejscem na Ziemi, bo nawet na niewielkim skrawku terenu występuje mnóstwo gatunków, szczególnie owadów - podkreśla.

Praca w Narwiańskim Parku Narodowym jest spełnieniem jego marzeń i - jak mówi - jest tu szczęśliwy.

Katarzyna Łuszyńska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.