Przyszli ze Wschodu. Czyli książka na 80. rocznicę sowieckiej napaści na Polskę

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz
Julita Januszkiewicz

Przyszli ze Wschodu. Czyli książka na 80. rocznicę sowieckiej napaści na Polskę

Julita Januszkiewicz

17 września 1939 roku był początkiem prawdziwej wojny światowej - mówi dr Marcin Zwolski, współautor wydanej przez Muzeum Pamięci Sybiru książki pt. „Przyszli ze Wschodu. Okupacja sowiecka ziem wschodnich II Rzeczypospolitej (1939–1941)".

Podczas promocji książki "Przyszli ze Wschodu. Okupacja sowiecka ziem wschodnich II Rzeczypospolitej (1939–1941), powiedział Pan, że 17 września 1939 roku to bardzo ważna data w historii Polski. Ale przede wszystkim nieprzypadkowa.

Dr Marcin Zwolski: Moim zdaniem ta data jest bardzo istotna, wręcz kluczowa, może nawet ważniejsza niż 1 września 1939 roku, gdy Niemcy zaatakowały Polskę. Bo tak naprawdę nie miało to większego znaczenia czy nastąpi to 26 sierpnia, kiedy pierwotnie ten atak miał się odbyć, czy 1 września, bądź później. W przypadku ataku Armii Czerwonej, Związku Sowieckiego i Stalina ta data miała ogromne znaczenie. W myśl Paktu Ribbentrop-Mołotow, umowy między Hitlerem a Stalinem, ta agresja powinna nastąpić wcześniej. Hitler bardzo się niecierpliwił, dopominał się u Stalina - za pomocą zabiegów dyplomatycznych - by wcześniej rozpoczął atak na Polskę.

Dlaczego?

Dzisiaj historycy nie mają wątpliwości, że Wehrmacht tak naprawdę po dwóch tygodniach walki dostał zadyszki. To był taki moment kiedy zaczęło się kończyć zaopatrzenie, zapasy amunicji. Były problemy z kontynuowaniem tej szybkiej akcji wojennej ze strony Wehrmachtu. Były więc naciski na Stalina, żeby wywiązał się z sojuszniczej umowy i jak najszybciej zaatakował Polskę

Ale Stalinowi się nie śpieszyło. Dlaczego?

Po pierwsze, nie był przygotowany do walki na dwa fronty. Stalin był w tym czasie uwikłany w wojnę z Japonią. Ciągle nie był też pewien czy alianci - Francja, Wielka Brytania - nie przystąpią do wojny w sposób realny, czego się bardzo obawiał. Były też kwestie propagandowe. Stalin był przekonany, że Hitler bardzo szybko zdławi polski opór. I to on wraz z Armią Czerwoną będzie mógł wkroczyć na polskie tereny, jako swego rodzaju wyzwoliciel, wybawca, który obejmie te tereny ochroną przed niebezpieczeństwami wojny. W połowie września wyjaśniła się kwestia związana z aliantami. Po konferencji w Abbeville 12 września 1939 roku nie było żadnych wątpliwości, że Francja i Wielka Brytania do wojny nie przystąpią. O ile udało się podpisać Związkowi Sowieckiemu rozejm z Japonią, to Polska dalej się broniła, Stalin chciał więc uniknąć występowania w roli agresora. Czekał, a Hitler naciskał. Ostatecznie zapadła decyzja, żeby wojnę rozpocząć 17 września. Tak naprawdę to był początek prawdziwej wojny światowej. Bo można powiedzieć, że wcześniej był konflikt dwóch państw. Sowiecka propaganda głosiła, że rząd polski opuścił kraj. Ale w trakcie agresji sowieckiej 17 września nasz rząd ciągle przebywał w RP, był w pobliżu granicy z Rumunią, ale Polski jeszcze nie opuścił.

Armia Czerwona wtargnęła do Polski silnie uzbrojona. Do Polski wkroczyło 600 tys. żołnierzy, 5 tys. czołgów, 3 tys. samolotów.

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że granicy wschodniej broniły głównie jednostki Korpusu Ochrony Pogranicza, jednostki tyłowe Wojska Polskiego to dysproporcja była ogromna. Siły broniące naszej granicy w sumie liczyły około 30 - 35 tys. żołnierzy.

Sama agresja była zaskoczeniem dla Polaków.

Agresja ze strony Niemiec była spodziewana. Niemcy wysuwali różne roszczenia względem Polski. Agresja sowiecka była zaskoczeniem. Można było się jej spodziewać w latach 20. Stosunki polsko- sowieckie były wtedy bardzo napięte. Ale w latach 30. zostały unormowane, podpisano układ o nieagresji. I wydawało się, że nic złego nie powinno nas ze Wschodu spotkać. Zaskoczenie było tak wielkie, że w w momencie przekroczenia granicy polskiej przez Armię Czerwoną, dowódcy jak i ludność cywilna nie wiedzieli, jak do tego podejść. Nierzadko witano Armię Czerwoną jako tych, którzy na pewno spieszą na pomoc Polsce w walce z Wehrmachtem. Szybko okazało się, że to jednak nie jest pomoc, a agresja - szok był ogromny.

A jak reagowali mieszkańcy Kresów? Była tutaj przecież mieszanka narodowościowa i religijna. Mieszkali tutaj nie tylko Polacy, a Białorusini, Żydzi, Ukraińcy.

Często patrzymy na to po linii narodowościowej. Wiele osób twierdzi, że Polacy się bronili, a miejscowi Ukraińcy i Białorusini atakowali Polaków, bądź przynajmniej witali Sowietów. Nie do końca tak było. Nie bez znaczenia była zamożność mieszkańców. Propagandzie komunistycznej bardzo łatwo ulegała biedota, która rzeczywiście często wywodziła się z mniejszości białoruskiej, ukraińskiej, żydowskiej. Ale wśród witających Armię Czerwoną byli również Polacy, najczęściej ci, którzy również reprezentowali biedniejsze warstwy społeczne.

Jakie konsekwencje miał 17 września 1939 roku?

Była ogromna, wszechobecna propaganda. Na polskich obywateli spadł terror i ogrom represji. Konsekwencją są też obecne granice Polski. To, jak nasza wschodnia granica różni się dzisiaj kształtem od tej przed 1939 roku - to najbardziej trwała i smutna konsekwencja agresji sowieckiej z 17 września 1939 roku.

Jedną z konsekwencji sowieckiej napaści były przede wszystkim deportacje setek tysięcy ludzi na Wschód

Deportacje są symbolem sowieckich represji. Ale musimy też pamiętać o wielu innych represjach, o Zbrodni Katyńskiej, masowych wcieleniach Polaków do Armii Czerwonej, o Polakach aresztowanych i wywiezionych do łagrów, a także o tych, którzy byli aresztowani, przebywali w więzieniach i ginęli w wyniku egzekucji, czy w tzw. masakrach więziennych, które miały miejsce w czerwcu 1941 roku. Te rodzaje represji można mnożyć. Ich ogrom spadł na dawnych obywateli polskich, nie tylko Polaków, ale też przedstawicieli mniejszości zamieszkujących te tereny, również Białorusinów, Ukraińców, Żydów.

Proszę przypomnieć co 17 września 1939 roku i potem działo w Białymstoku i regionie?

To, co się działo w Białymstoku i okolicach tak naprawdę nie różniło się niczym od pozostałych terenów zajętych przez Sowietów. Zadbali oni bardzo o to, żeby poprzez propagandę pokazać, że nie są okupantami, a wyzwolicielami, którzy przyszli zabezpieczyć teren, obronić ludność. Zadbali o to, by zagarnięcie polskich ziem przedstawić jako pokojowe włączenie. Przeprowadzili wybory do Zgromadzeń Ludowych Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy. Ich delegaci wystąpili do Związku Sowieckiego z prośbą o włączenie. Propagandowo wyglądało to tak, że mieszkańcy tych ziem poprosili o wcielenie do Związku Sowieckiego. Jego władze „łaskawie" zgodziły się na to. Wiązało się to nie tylko z objęciem miejscowej ludności propagandą i represjami, ale też z akcją paszportyzacji. To oznaczało, że ludzie zamieszkujący te tereny stali się obywatelami Związku Sowieckiego. To było niezwykle ważne. Skutkiem tego były chociażby wcielenia do wojska.

Książka "Przyszli ze Wschodu. Okupacja sowiecka ziem wschodnich II Rzeczypospolitej (1939–1941)" zainaugurowała popularnonaukową serię wydawniczą pod wspólnym tytułem „Sybir”.

Chcemy wydać drukiem pięć tomów popularnonaukowych monografii, które przedstawiałyby pole zainteresowań Muzeum Pamięci Sybiru, które powstało w Białymstoku. Wstępnie planowaliśmy wydawać te tomy chronologicznie. Korzystając z tego, że mamy okrągłą 80. rocznicę agresji sowieckiej, doszliśmy do wniosku, że tom dotyczący okupacji sowieckiej powinien ukazać się jako pierwszy. Zapraszamy wszystkich na jego promocję do Książnicy Podlaskiej - 26 września o godz. 17. Ta książka jest wyjątkowa, gdyż do tej pory powstało wiele wydawnictw o okupacji sowieckiej, ale wszystkie opisywały jej dzieje z perspektywy naukowej, były napisane trudnym do przebrnięcia językiem. Staraliśmy się stworzyć dzieło popularnonaukowe. Nie zrezygnowaliśmy z rzetelnego omówienia wszystkich okoliczności wydarzeń. Książka jest jednak napisana przystępnym językiem.

Czy w trakcie jej przygotowywania udało się coś nowego ustalić?

Pojawiły się pewne nowe niuanse. Naszą ideą nie było tworzenie nowego dzieła naukowego, a popularyzacja dotychczasowej wiedzy i przekazanie jej w atrakcyjnej i przystępnej formie. Poza tym kiedy powstaje książka naukowa, można dokonać pewnych uproszczeń, bo odbiorca jakim jest historyk zna okoliczności danych wydarzeń. Nasza książka jest skierowana do szerokiego grona odbiorców. Dlatego postanowiliśmy opisać bardzo szeroko kwestie stosunków polsko - sowieckich od powstania państwa sowieckiego na początku XX wieku, a także relacje sowiecko- niemieckie - w jaki sposób się kształtowały i jak doszło do nawiązania sojuszu, czyli Paktu Ribbentrop-Mołotow, a w konsekwencji do agresji sowieckiej z 17 września 1939 roku.

Julita Januszkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.