Reforma edukacji. Co ze szkołami po reformie? Pytań jest więcej niż odpowiedzi

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Zgiet
Marta Laszewicz-Iwaniuk

Reforma edukacji. Co ze szkołami po reformie? Pytań jest więcej niż odpowiedzi

Marta Laszewicz-Iwaniuk

Dyrektorzy szkół spotkali się z wiceprezydentem i radnymi. Niewiele ustalili.

Rząd przyjął właśnie reformę edukacji. Dyrektorzy białostockich szkół chcieliby wiedzieć co czeka ich i ich placówki. Dlatego w czwartek spotkali się z odpowiedzialnym za edukację w mieście wiceprezydentem Rafałem Rudnickim, dyrektorem departamentu edukacji oraz radnymi. Niewiele się dowiedzieli.

- Prawdopodobnie 1 stycznia ustawa o systemie oświaty wejdzie w życie. To jedna z dat wiążących, na którą musimy być przygotowani - mówiła Lucja Orzechowska, dyrektorka departamentu edukacji.

Nie miała wątpliwości, co stanie się z zespołami szkół. Zostaną przekształcone w podstawówki ośmioklasowe, a dyrektor gimnazjum stanie się wicedyrektorem szkoły podstawowej.

Gimnazja połączone ze szkołami ponadgimnazjalnymi będą włączone do liceum. Albo zostaną przekształcone w technika lub szkoły branżowe.

Co z gimnazjami, które funkcjonują w samodzielnych budynkach? Na razie nie wiadomo. Mówi się o dwóch rozwiązaniach. Można takie placówki włączyć na przykład do najbliższej szkoły podstawowej. I wtedy dzieci w starym gimnazjum będą uczyć się w klasach IV-VIII. Można również przekształcić gimnazjum w szkołę podstawową. Ale to wiąże się z przeniesieniem całych klas do innej szkoły.

- Rodzice są pewni, że ich dziecko skończy naukę w tym samym budynku, w którym zaczęło - mówi Ewa Zaniewska, dyrektorka SP nr 44.

- Rodzice, uczniowie i nauczyciele mają prawo się denerwować, ale jesteśmy po to, żeby ich uspokoić - zapewnia Jadwiga Szczypiń, podlaski kurator oświaty.

Pytań w czwartek było więcej niż odpowiedzi, dlatego wiceprezydent Rudnicki przedstawił swoje sugestie. Zalecił, żeby dyrektorzy placówek znajdujących się na tych samych osiedlach spotkali się i w swoim gronie przedyskutowali. Później ustalenia przekazali do magistratu.

Reforma w Suwałkach

- Właśnie siedzimy nad pakietem ustaw i je analizujemy - mówi Kamil Sznel z Urzędu Miejskiego w Suwałkach. - Na tę chwilę nie mamy pojęcia, ile będzie kosztować reforma.

Suwalskie władze mają nadzieję na rządową dotację, która pozwoliłaby pokryć przynajmniej wydatki związane z wymianą tablic, pieczątek, czy zmianą obwodów. Ale liczą się też z koniecznością zarezerwowania pieniędzy w miejskiej kasie na organizację nowej sieci szkolnej, adaptację budynków, czy odprawy dla zwalnianych nauczycieli i pracowników administracji. A tych, jak szacuje Waldemar Brzeziński, szef ZNP w Suwałkach w mieście i powiecie suwalskim będzie nawet kilkadziesiąt osób.

Marta Laszewicz-Iwaniuk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.