Monika Chruścińska-Dragan

Rynek pracy po pandemii. Kogo będą rekrutować pracodawcy?

Rynek pracy po pandemii. Kogo będą rekrutować pracodawcy?
Monika Chruścińska-Dragan

Pandemia koronawirusa już przemeblowała rynek pracy. Kryzys mocno dał się we znaki specjalistom świadczącym profesjonalne usługi, a „docenia” teraz kasjerów i pracowników fizycznych. Eksperci szacują, że wielu pracodawców nie przetrwa, wzrośnie bezrobocie, część pracowników będzie musiała się przekwalifikować. Z drugiej strony niektóre profesje nabiorą nowego wymiaru. Kogo będą potrzebować pracodawcy, kiedy epidemia już się skończy?

Ekonomiści już prognozują, że po pandemii rynek pracy nie będzie wyglądał tak jak przed jej wybuchem. Jako pierwsi kryzys dotkliwie odczują pracownicy tzw. segmentu białych kołnierzyków, czyli wyspecjalizowani w świadczeniu profesjonalnych usług i prac biurowych. Im też najtrudniej będzie się podnieść, kiedy epidemia już się skończy.

- Mam tu na myśli osoby, które zajmowały się dotąd organizacją imprez masowych, doradztwem, reklamą, marketingiem, komunikacją, przeprowadzaniem audytów. Nie będzie popytu na ich usługi, bo firmy obcinając budżety, zrezygnują z ich usług - tłumaczy Andrzej Kubisiak, ekspert ds. rynku pracy z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Fryzjerzy szybko wrócą do łask

Generalnie eksperci przyznają, że o wiele trudniej jest wskazać dziś branże, w których epidemia zrobi najmniejsze spustoszenie. Stosunkowo szybko, zdaniem Kubisiaka, powinien podnieść się sektor drobnych usług. - Do fryzjera, kosmetyczki czy krawca chodzimy niezależnie od sytuacji gospodarczej. Popyt na te usługi został sztucznie przerwany, bo zakłady zostały pozamykane - wyjaśnia ekspert. Wciąż zatrudniać powinny także firmy z branż produkcyjnej, logistycznej i handlu, jako te skupiające obecnie największych pracodawców w kraju.

Choć pandemia odbiła się negatywnie na większości branż, to wciąż są i takie, które nadal potrzebują rąk do pracy. Dobrze, a nawet lepiej niż wcześniej radzą sobie zwłaszcza dwa sektory. Pierwszy to tzw. e-commerce, a drugi to logistyka.

- Handel internetowy to nie jest sektor, który sam w sobie generuje dużo miejsc pracy, ale ma wpływ na sektory powiązane i tym głównym, od którego zależy, jest właśnie logistyka. W tej branży faktycznie pojawiają się nowe oferty i możliwości zatrudnienia się w roli kuriera czy przewoźnika konkretnego asortymentu - tłumaczy Andrzej Kubisiak.

Z racji tego, że eksperci prognozują wzrost udziału branży w rynku, należy sądzić, że nadal rozwijać się będzie także powiązana z e-commerce logistyka i dla pracowników tej branży nie zabraknie pracy także po epidemii. Chodzi tu przy tym nie tylko o kurierów i magazynierów, ale także spedytorów czy pracowników obsługi centrów przeładunkowych. Branża potrzebuje także zarówno ludzi zaangażowanych bezpośrednio w obsługę klienta, do kompletowania zamówień, jak i programistów, z których usług korzystają sklepy i platformy e-commerce.

Branży IT kryzys niestraszny

Branża IT to też jedna z niewielu, która nie straci na pandemii. Część ze specjalistów, owszem, pracuje dla branż przechodzących obecnie kryzys, ale to grupa chłonna i rynek pracy ich zagospodaruje. Już otrzymują kolejne zadania - wspierają branżę e-commerce czy pomagają firmom i instytucjom w cyfryzacji procesu kontaktów z klientem. Po drugie, mnożą się cyfrowe rozwiązania dedykowane walce z koronawirusem. W efekcie programowanie, tworzenie aplikacji, projektowanie stron, zarządzanie social mediami to prawdopodobnie będą umiejętności, które doceni także nowy rynek pracy.

W dobie pandemii na znaczeniu zyskuje druk 3D. Po jej ustaniu zainteresowanie nim raczej będzie tylko rosnąć. Już wcześniej firmy poszukiwały nowych zastosowań tej technologii i ceniły sobie znających się na niej specjalistów. Kolejnymi branżami radzącymi sobie w dobie kryzysu, które wymienia Kubisiak, są handel detaliczny jako branża pierwszej potrzeby i produkcja spożywcza.

Budownictwo? Czas pokaże

Pod znakiem zapytania stoi natomiast przyszłość budownictwa, które póki co umiarkowanie odczuwa skutki koronawi-rusa. - Epidemia nie zachwiała koniunkturą w budownictwie, gdyż inwestycje wcześniej rozpoczęte są nadal realizowane. Nadal pojawiają się oferty pracy w tej branży - mówi Kubisiak. - Pozostaje jednak pytanie, jak będzie to wyglądało w dalszej perspektywie. Budownictwo już przed kryzysem miało problemy z rentownością. Z czasem może zabraknąć nowych kontraktów i spadnie zatrudnienie - zauważa ekspert PIE.

Pielęgniarek i lekarzy, według prognoz podaży pracy i zapotrzebowania na zawody, nawet i bez pandemii, zabrakłoby w przyszłości. Po epidemii jednak na znaczeniu zyskać może telemedycyna. Z raportu Trigon Dom Maklerski wynika, że dobrze z kryzysem powinien poradzić sobie też sektor gamingo-wy, apteki internetowe i ubezpieczenia.

Monika Chruścińska-Dragan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.