Andrzej Zdanowicz

Skargi są rowerzystów i na rowerzystów

Rowerzysta nie zawsze stanowi zagrożenie nawet jadąc po chodniku... Rowerzysta nie zawsze stanowi zagrożenie nawet jadąc po chodniku...
Andrzej Zdanowicz

Do naszej redakcji zgłaszają się osoby, które skarżą się na bezkarność rowerzystów szalejących po chodnikach i jezdniach, ale i tacy, którzy twierdzą, że cykliści karani są niesłusznie.

Któregoś wieczoru widziałem jak grupa nastolatków próbowała różnych akrobacji na placu przy ratuszu - opowiada nam jeden z Czytelników. - Wtedy jeszcze nie było remontu, a i przechodniów za wielu się nie kręciło, więc nikomu nie przeszkadzali. W pewnym momencie zauważyłem jak na plac wjechał radiowóz i zaczął ganiać wokół ratusza rowerzystów. Ci się wystraszyli i uciekli w osiedla. Ale z boku sam pościg wyglądał dużo bardziej niebezpiecznie niż zachowanie dzieciaków. Przecież gdyby ktoś wyszedł zza winkla, to mógłby wpaść pod koła radiowozu.

Gdy o to zdarzenie spytaliśmy w bielskiej komendzie policji, usłyszeliśmy, że policjanci znają swoje możliwości i dbają o to by ich interwencje były bezpieczne. A osoby łamiące przepisy powinny liczyć się z tym, że mogą być spisywani, czy zatrzymywani przez funkcjonariuszy.

Podobnych przejawów nietolerancji wobec rowerzystów było więcej. Zresztą parokrotnie komendant bielskiej policji mówiła o tym, że rowerzyści nie mają co liczyć na nadmierną pobłażliwość ze strony mundurowych. I słowa weszły w życie. Już kilka osób skarżyło się nam na to, że zostało ukaranych, pomimo że nie stwarzali zagrożenia.

Fakt w większości rzeczywiście popełniali wykroczenia, bo wbrew przepisom jeździli po chodniku.

- Ale czasem inaczej się nie da, niektóre ulice są wąskie i jadąc po nich rowerem tamuję ruch i narażam się na to , że któreś auto wyprzedzając się o mnie otrze - mówi jeden z rowerzystów. - A na chodniku przecież nie szaleję i ustępuję przechodniom. Z drugiej strony, często i zachowanie rowerzystów pozostawia wiele do życzenia i to zarówno tych młodych, jak i starszych.- Czemu policja nie łapie tych małolatów, co ganiają się między przechodniami w centrum, kiedyś jeden taki mało co mi w dziecko nie wjechał - skarży się pani Beata. - A i czasem starsi nie są lepsi. Raz szłam z dzieckiem i zakupami, a taki jechał rowerem z naprzeciwka. Nie dość, że nie zjechał na bok, to jeszcze zaczął się na nas wydzierać, żebyśmy zeszli z drogi. Już chciałam policję wzywać.

Bielska policja już od jakiegoś czasu prowadzi różnego rodzaju akcje wyczulające rowerzystów na bezpieczeństwo zarówno ich jako kierowców jednośladów, jak i innych użytkowników drogi.

Niestety z rowerzystami, tak jak z problemem wycinki puszczy, ciężko osiągnąć jakiś kompromis. Najlepszym rozwiązaniem byłoby zrobienie ścieżek rowerowych i w centrum i na obrzeżach miasta. Ale to też nie do końca jest rozwiązanie. Po pierwsze samorządy nie mają na to pieniędzy. A po drugie, nie wszędzie jest miejsce na wydzielenie ścieżek. I po trzecie, nawet jak byłyby ścieżki, to część użytkowników rowerów i tak nie ograniczałaby się tylko do nich.

Ostatnią kwestią sporną jest używanie dzwonka rowerowego. Równie często jedni go nadużywają, co inni źle interpretują.

Dzwonek bowiem nie zawsze jest po to, by skłonić kogoś do ustąpienia drogi, ale czasem też po to, by rowerzysta ostrzegł idącego przed nim przechodnia, by nie robił gwałtownych ruchów.

Andrzej Zdanowicz

Dziennikarz Polska Press w Bielsku Podlaskim

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.