Skazany za zabójstwo aplikantki próbuje wyjść na wolność

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Izabela Krzewska

Skazany za zabójstwo aplikantki próbuje wyjść na wolność

Izabela Krzewska

Białostocki prawnik Maciej T. odsiaduje wyrok 25 lat za zabójstwo 31-letniej kochanki. - Niesłusznie - twierdzi. Podważa opinię biegłej, która, wg niego, kłamała w procesie. Sprawą zajęła się prokuratura.

W przypadku wykazania, że biegła faktycznie dopuściła się złożenia fałszywej opinii, mogłoby się okazać, że wyrok 25 lat został wydany zbyt pochopnie. Byłaby to wielka pomyłka polskiego wymiaru sprawiedliwości. Byłaby to również pomyłka mediów, które jeszcze przed rozpoczęciem przewodu sądowego wydały na mnie wyrok - ostrzega Maciej T.

To główna postać w jednym z najgłośniejszych śledztw w Podlaskiem w tej dekadzie. Maciej T. pochodzi ze znanej prawniczej rodziny. Marta K. była nie tylko aplikantką w jego kancelarii, ale i jego kochanką. Mężczyzna, który nigdy nie przyznał się do winy, twierdził, że 31-latka miała specyficzne upodobania seksualne - lubiła być podduszana, i że właśnie podczas stosunku doszło do nieszczęśliwego wypadku. W tę wersję nie uwierzyła prokuratura ani sąd, który skazał mężczyznę za zabójstwo z premedytacją. Na jego niekorzyść miały świadczyć m.in. ślady brutalnego pobicia kobiety oraz wskazujące na walkę z napastnikiem siniaki i zadrapania na ciele Macieja T. Prokuratura wykluczyła wątek seksualny, traktując tłumaczenia oskarżonego jako linię obrony.

Skazany przerywa milczenie

Maciej T. za kratkami przebywa prawie 5 lat. Karę odbywa w Areszcie Śledczym w Hajnówce. O wcześniejsze warunkowe zwolnienie może się ubiegać za lat 10. Sprawa, która otarła się nawet o Sąd Najwyższy, wydawała się zamknięta. Ale być może nie do końca. Maciej T. i jego pełnomocnicy próbują bowiem podważyć jeden z ważniejszych, jeśli nie kluczowy, dowód w tej sprawie - opinię biegłej, która przeprowadzała sekcję zwłok Marty K. Zgodnie z nią, powodem śmierci kobiety było zabójstwo przez uduszenie. Skazany dowodzi, że tę samą sprawę (zanonimizowaną) biegła opisała w artykule naukowym, w którym śmierć Marty K. podaje jako przykład zgonów w wyniku asfiksji (zamartwica, stan niedoboru tlenowego w organizmie) erotycznej - czyli tego, co skazany forsował w procesie.

- Sytuacja jest kuriozalna, gdy na podstawie przypadku osoby odbywającej karę 25 lat pozbawienia wolności powstają publikacje podające to jako przykład nieumyślnego spowodowania śmierci, z górną granicą kary w wymiarze 5 lat - pisze w liście do naszej redakcji Maciej T. Wcześniej publicznie nie komentował sprawy, choć minęło już 7 lat. Dlaczego teraz przerywa milczenie? - Atakujące mnie artykuły i audycje (zawierające niepełne i w przeważającej mierze nieprawdziwe informacje), przyjmowałem w milczeniu i z pokorą, wierząc do końca, iż zostanę skazany za to, co w rzeczywistości popełniłem. Tak się jednak nie stało - tłumaczy.

Złożył do Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ (do tego miasta przeniesiono też proces o zabójstwo Marty K. dla uniknięcia zarzutów stronniczości sądów apelacji białostockiej) zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez biegłą z zakładu medycyny sądowej w Białymstoku. Chodzi nie tylko o złożenie fałszywej opinii, ale i zatajenie dowodów jego niewinności. Śledztwo trwało kilka miesięcy. Prokuratura nie dopatrzyła się jednak w zachowaniu pani doktor znamion przestępstwa i postępowanie umorzyła. Ale to nie koniec. Po zażaleniu Macieja T. i jego pełnomocników lubelski sąd rejonowy pod koniec kwietnia br. przekazał sprawę do ponownego rozpoznania przez prokuraturę. Uzasadnienie liczy 18 stron, ale powody można streścić tak: prokuratura była niezbyt wnikliwa, nie wyjaśniła wszystkich wątpliwości, a decyzja o umorzeniu była przedwczesna.

Nierzetelna biegła?

Artykuł naukowy „Zgony w przebiegu asfiksji wywołanej w celu eskalacji doznań seksualnych. Opisy przypadków”, na który powołują się krytycy biegłej, został opublikowany w 2010, kilka miesięcy po śmierci Marty K. Ekspertka napisała, że „w pracy wykorzystano materiały dowodowe zgromadzone przez organy ścigania i wymiar sprawiedliwości w aktach sprawy”. Czy sprawy Marty K.? Zdaniem skazanego i jego prawników podobieństwo jest rażące: wiek ofiary (kobieta opisana w artykule miała 30 lat), obrażenia ciała, stan po użyciu alkoholu, czas zdarzenia (początek 2010 r.), miejsce wykonania sekcji zwłok (zakład medycy sądowej w Białymstoku), odbycie przed śmiercią stosunku seksualnego.

- W swojej pracy biegłej (kilkanaście lat - przyp. red.) spotkałam się przypadkami, że pewne urazy, pewne rękoczyny mają ten sam przebieg i pozostawiają podobne obrażenia ciała - tłumaczyła śledczym autorka.

Już w trakcie procesu o zabójstwo biegła była pytana o tę publikację. Wówczas zaprzeczyła, że artykuł powstał na kanwie sprawy Macieja T. - Nigdy nie opisywałam przypadku Macieja T. oraz Marty K. w żadnej ze swoich prac naukowych - powtórzyła przesłuchiwana jako świadek w ramach śledztwa dotyczącego złożenia fałszywej opinii. - Wgląd w akta sprawy Macieja T. miałam na wiele miesięcy po tym, jak doszło do publikacji artykułu.

Również sąd podkreśla, że obie sprawy choć podobne, nie są identyczne. Ofiara z artykułu nie miała obrażeń wewnętrznych. Na jej komputerze znaleziono obszerną korespondencję z przyjaciółką i filmy dotyczące podduszania w trakcie seksu. Specyficzne upodobania denatki mieli też potwierdzać jej byli partnerzy. W przypadku Marty K.- takich dowodów nie było.

Współautorzy pracy przesłuchani w tej sprawie podkreślają, że za dobór materiałów i opis tego konkretnego przypadku odpowiadała wyłącznie biegła. Ale skoro nie opisywała tej sprawy, to jaką? Tego ekspertka nie wskazała. Tłumaczyła, że spalił się jej komputer i straciła wszystkie dane źródłowe, a sprzęt wyrzuciła. Sąd, nakazując ponowne śledztwo, „punktuje”, że prokuratura tego nie zweryfikowała. Wymienionych zaniechań było więcej. Prokuratura nie dążyła np. do wyjaśnienia zagadkowego zaginięcia pisma, jakie ponoć na wniosek policji wysłała kierowniczka ZMS , zawierającego sygnaturę sprawy, która odpowiadała tej opisanej w publikacji. W aktach go nie ma.

- Z tego co pamiętam, to zabójstwo aplikantki adwokackiej w Białymstoku to był jedyny przypadek, który mógł odpowiadać sytuacji opisanej w artykule. My jako autorzy artykułu wiemy, że ten przypadek dotyczył tego dokładnie zabójstwa - zeznał jeden z czterech współtwórców pomagających biegłej.

To ważne zeznanie w oczach pełnomocników Macieja T. Sąd zwraca jednak uwagę, że opinia świadka była subiektywna. Mężczyzna nie zajmował się też merytoryczną stroną tekstu, tylko jego edycją i korektą. Sąd w wytycznych dla prokuratury wskazał, że świadków należy przesłuchać ponownie i ewentualnie doprowadzić do konfrontacji z biegłą.

W materiałach postępowania znalazło się też statystyczne zestawienie przygotowane przez Komendę Główną Policji. Wynika z niego, że w woj. podlaskim w 2010 r. miał miejsce jeden przypadek zabójstwa na tle seksualnym będącego skutkiem asfiksji erotycznej, a ofiarą była kobieta. Prokuratura nie dociekała kto i jakie zarzuty usłyszał, gdzie i kiedy doszło do zdarzenia.

Mogę użyć fikcji literackiej

Co na to biegła? Nie wykluczyła, że sekcja zwłok kobiety opisanej w artykule nie była prowadzona w Białymstoku. I dodała:

- Będąc autorem pracy naukowej mam prawo w sposób dowolny interpretować opisywany przypadek. Jest to moja dowolna praca twórcza. Mogę dokonywać zmian, urozmaicać na potrzeby mojej pracy, po to, by dodać na przykład anonimowości - zeznała pracownica ZMS. - Sposób ujęcia i opisania pewnego przypadku zależy od mojej intencji, mogę użyć „fikcji literackiej”, gdyż to jest utwór, którego jestem autorem.

Od takiej postawy dystansują się jej współpracownicy, którzy mówią o innych standardach. Zgodnie z metodyką pracy, nie ma możliwości modyfikacji i dowolnej interpretacji przypadków medycznych. Artykuł powinien się pokrywać z opinią z sekcji zwłok bądź z materiałami z akt sprawy.

Czy pani doktor za bardzo podkoloryzowała tekst dając oskarżonemu Maciejowi T. „oręż” do walki o zmianę wyroku? A może faktycznie złożyła fałszywą opinię? Temida niczego na tym etapie nie przesądza. - Na podstawie materiału zgromadzonego w sprawie nie można stwierdzić, czy (nazwisko dr do wiadomości redakcji) postępowała jako „nierzetelny biegły”, czy też „nierzetelny naukowiec”, czy też stwierdzić, iż należy całkowicie rozdzielić od siebie przypadek opisany w artykule i przypadek Marty K. jako całkowicie odrębne - czytamy w uzasadnieniu.

Prokuratura umorzyła śledztwo 30 listopada 2016 r. Pod koniec grudnia biegła została wykreślona z listy biegłych prowadzonej przez prezesa Sądu Okręgowego w Białymstoku. Formalnym powodem było wygaśnięcie 5-letniej kadencji. Kobieta wciąż pracuje w ZMS. Poprosiliśmy ją o komentarz. Niestety, odmówiła. - Nie chcę rozmawiać na ten temat - usłyszeliśmy w rozmowie telefonicznej.

Izabela Krzewska

W Gazecie Współczesnej pracuję od 2009 roku.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.