Strażakiem jest się całe życie

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Zgiet
Katarzyna Łuszyńska

Strażakiem jest się całe życie

Katarzyna Łuszyńska

Mł. bryg. Dariusz Koc, zastępca komendanta miejskiego PSP w Białymstoku, opowiedział nam m.in. o tym, jak zostać strażakiem i jak przebiega służba.

- Co jest potrzebne do tego, aby zostać strażakiem?

- Potrzebne są przede wszystkim chęci, bo jak to się mówi, „z niewolnika nie ma pracownika”. Każdy kandydat, który się stara o przyjęcie do służby przechodzi weryfikację. Musi złożyć wymagane dokumenty i mieć uregulowany stosunek do służby wojskowej. Mile widziane są dodatkowe uprawnienia, takie jak prawo jazdy czy wykształcenie w kierunku medycznym.

Osoby, które pozytywnie przejdą weryfikację, podchodzą do testów sprawnościowych. Ich elementem jest próba harwardzka, sprawdzająca wydolność organizmu, podciąganie się na drążku, a także biegi, wchodzenie po drabinie na wysokość 20 metrów i pływanie. Później odbywają się rozmowy kwalifikacyjne kandydatów, a po nich badania psychologiczne. Ten, kto przejdzie je pozytywnie, kierowany jest na komisję lekarską. Ostatnim krokiem do zostania strażakiem jest przejście trwającego około sześciu miesięcy szkolenia, które odbywa się w Bydgoszczy.

- Czego wymaga się od strażaków?

- Strażak musi być dyspozycyjny i zaangażowany w to co robi. Funkcjonariuszem jest się w godzinach pracy, a strażakiem - całe życie. Często zdarzają się sytuacje, że strażacy jadąc do pracy, przebywając na urlopie, natrafiają na wypadki komunikacyjne czy pożary. Nie uchylają się od odpowiedzialności i angażują się w pomoc.

- Czy zdarza się, że po służbie strażak zostaje wezwany na akcję?

- Są takie sytuacje. Aczkolwiek nasze przepisy nie pozwalają na to. Funkcjonariusz zostaje jednak wezwany w awaryjnych sytuacjach, kiedy niezbędne okazują się posiadane przez niego uprawnienia. Taka osoba może zostać powołana, ale należy wziąć pod uwagę czy nie jest zbyt zmęczona.

- Jak wygląda służba?

- Zaczyna się o 7.30 i trwa 24 godziny. To co strażak będzie robił podczas służby, ustalane jest rano. I tak w ciągu dnia strażak bierze udział w zajęciach sportowych, dydaktycznych, ćwiczeniach ze sprzętem czy wykonuje prace w jednostce. W nocy ma czas na odpoczynek. Jednak jeżeli jest wyjazd na akcję, to strażak go przerywa. Nawet wydarzenia z pozoru niegroźne, takie jak pożar śmietnika czy trawy, wymagają skupienia i pełnego zaangażowania. Kiedy funkcjonariusz wróci z akcji, musi posprzątać sprzęt, przygotować samochód do następnego wyjazdu. Kładąc się nie zasypia od razu, bo dalej targają nim emocje.

Każde zdarzenie jest inne i nie może podchodzić do nich szablonowo. Czasem nie są one takie, jak wynika to ze zgłoszenia. Bywa że jedziemy do płonącego śmietnika, a okazuje się, że stoją przy nim zaparkowane samochody, które przecież mają zbiorniki z paliwem. Zdarza się też tak, że jesteśmy wezwani do z pozoru prostego pożaru trawy, a się okazuje że obok są zabudowania, zbiorniki z gazem i pasące się zwierzęta. Dlatego funkcjonariusze muszą być zawsze w gotowości.

- Czy służba ma wpływ na życie prywatne?

- Straż to drugi dom. Koledzy, z którymi się tu przebywa stają się naszymi braćmi. Czasem o pewnych sprawach nie rozmawiamy w domu, a tu jak najbardziej. Strażacy oprócz tego, że razem pracują, spotykają się także po służbie, a ich przyjaźnie trwają całe życie. Bywa i tak, że wśród nas zawiązują się rodziny strażackie, bowiem pracują u nas także panie. W wolnym czasie strażacy organizują imprezy, spotkania przy grillu czy wycieczki. Zależy nam na zacieśnianiu więzi, ponieważ często życie jednego strażaka zależy od drugiego. Dlatego wolałbym mieć jako partnera kogoś, komu ufam. A przecież zaufania nie buduje się jedynie podczas akcji.

- A czy macie swoje zwyczaje?

- W Dzień Strażaka, kiedy funkcjonariusze są odznaczani, awansowani czy mianowani, później są wrzucani w ubraniu do zbiornika przeciwpożarowego. Oczywiście oni wiedzą o tym, co ich czeka. Jeśli strażak się żeni, często jedzie ze swoją wybranką do ślubu wozem strażackim. Poza tym jego koledzy wykonują szpaler podczas wyjścia młodej pary ze świątyni.

- Częstymi gośćmi w jednostce ratowniczo-gaśniczej są dzieci. Jak wygląda taka wizyta?

- Najpierw dzieci mówią, że czytały książkę „Jak Wojtek został strażakiem” i opowiadają o swoich skojarzeniach czy wspomnieniach związanych ze strażą pożarną. Później opowiadamy im o naszej pracy i o akcjach, w których bierzemy udział. Oczywiście mówimy o nich w pozytywny sposób, tak by nie wystraszyć dzieci. Podczas wizyty pokazujemy im też jak strażacy zjeżdżają po rurach, gdy zbierają się do wyjazdu na akcję i sprzęt, który wykorzystują do walki z ogniem. I kiedy przed wycieczką pytamy, kto chciałby zostać strażakiem, to chętnych jest mniej niż po jej zakończeniu.

- A o co najczęściej pytają?

- Dzieci, które nas odwiedzają, pytają o to, jak zostać strażakiem, jak zachować się podczas pożaru, jakie mamy hełmy czy gaśnice. Staramy się tak dobierać osoby, które oprowadzają wycieczki, aby dobrze przekazały dzieciom wiedzę, bo wytłumaczenie przedszkolakowi, że strażak może pracować w ubraniu żaroodpornym w temperaturze 200 stopni nic mu nie wyjaśni. Jednak jeżeli powie się mu, że w tym ubraniu można siedzieć razem z kurczakiem w piekarniku i on się będzie piekł, a my nie, sprawi, że dziecko będzie już miało pewne wyobrażenie o jego właściwościach.

Katarzyna Łuszyńska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.