Wyrzucił pacjenta, bo ten dochodzi prawdy

Czytaj dalej
Fot. Archiwum prywatne
Tomasz Kubaszewski

Wyrzucił pacjenta, bo ten dochodzi prawdy

Tomasz Kubaszewski

Suwalczanin trafił w przyszpitalnej poradni na lekarza, który pięć lat temu zajmował się jego ojcem. Mężczyzna zmarł. Rodzina sporządziła prywatny akt oskarżenia. Ale gdzie teraz mają się leczyć?

Suwalczanin Edwin Gałkowski osłupiał, gdy doktor stwierdził, iż nie będzie go leczył i nakazał wyjście z gabinetu. - Przecież płacę składki i mam prawo być przyjęty - próbował dyskutować.

Lekarz o niczym jednak nie chciał słyszeć. „Z powodu oskarżeń o zabójstwo ojca nie jestem w stanie obiektywnie podejść do tego pacjenta” - napisał w karcie.

Gałkowski udał się do znajdującej się przy Szpitalu Wojewódzkim w Suwałkach poradni ortopedyczno-urazowej z dolegliwością łokcia. - I gdzie teraz mam się leczyć? - pyta. - Drugiej takiej poradni w mieście nie ma. A na wyjazdy poza Suwałki mnie nie stać.

Przypuszczał - jak mówi - że jeśli trafi na lekarza objętego aktem oskarżenia, mogą pojawić się jakieś nieprzyjemne komentarze. - Ale nawet do głowy mi nie przyszło, że zostanę wyrzucony z gabinetu - dodaje.

Historię rodziny Gałkowskich na naszych łamach parokrotnie opisywaliśmy. Pięć lat temu zmarł ich mąż i ojciec, emerytowany suwalski ginekolog Mirosław Gałkowski. Rodzina uważała, że zarówno w szpitalu w Suwałkach, jak i w Sejnach nie leczono go właściwie. Dlatego zaraz po śmierci zgłosiła sprawę prokuraturze. Ta powołała biegłych, którzy lekarskich błędów się nie dopatrzyli. Śledztwo zostało więc umorzone.

Gałkowscy sporządzili wówczas prywatny akt oskarżenia. Objęli nim aż ośmiu medyków z Suwałk i Sejn. Trzech z nich pracuje na oddziale ortopedii szpitala wojewódzkiego. Jeden miał akurat dyżur w poradni i w ubiegłym tygodniu przyjmował Edwina Gałkowskiego. Proces toczy się przed sądem w Olecku. Nie wiadomo, kiedy może się zakończyć. Oskarżeni do winy się nie przyznają.

Zdaniem Pauliny Mikołajczyk z suwalskiego szpitala, doktor nie może odmówić przyjęcia pacjenta tylko w sytuacjach niecierpiących zwłoki. A schorzenie Gałkowskiego do takich się nie zalicza. Natomiast ustawa o zawodzie lekarze dopuszcza odmowę, gdy „istnieją poważne powody” (ale ich nie wymienia - tk). Mikołajczyk dodaje, że ortopeda zakomunikował pacjentowi, iż może skorzystać z usług innego lekarza z tej poradni.

Z kolei Katarzyna Strzałkowska, rzecznik prasowy Naczelnej Rady Lekarskiej, do szczegółów sprawy odnosić się nie chce. Informuje jedynie, że pacjent może złożyć skargę do odpowiedniej terytorialnie izby lekarskiej, a ta zarzuty dokładnie zbada.

Krystyna Barbara Kozłowska, pełniąca obowiązki Rzecznika Praw Pacjenta w Warszawie, sytuację ocenia już inaczej. - Każda osoba ubezpieczona ma prawo do świadczeń w wybranym przez siebie podmiocie leczniczym - mówi. - Lekarz powinien skupić się na udzieleniu pomocy, a nie patrzeć na prywatne zdarzenia, jakie miały miejsce w przeszłości.

Gałkowski sprawy popuścić nie zamierza. - Nikogo nie oskarżam o zabójstwo, a chcę jedynie poznać prawdę o śmierci ojca - tłumaczy. - Ta sprawa z moim łokciem nie ma nic wspólnego. Jaką mam gwarancję, że podczas kolejnej wizyty w tej poradni nie trafię na następnego oskarżonego? I co? Też mnie wyrzuci?

Na razie napisał zażalenie do dyrekcji suwalskiego szpitala. Planuje też pisma do Rzecznika Praw Pacjenta, a być może także do NFZ.

A łokieć jak bolał, tak boli...

Tomasz Kubaszewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.